Artykuły, publikacje

PRZEBIERALNIA

W przebieralni znaleźć można trochę przemyśleń, myśli zebranych i rozebranych, tych które wysyłam w moich niusach, mailach, wieściach wszelakich. Są one co jakiś czas uzupełniane, więc zapraszam do zaglądania tu co jakiś czas. Życzę miłej lektury. Jacek Paszkowski



06.05.2014
Dziki kot, hopka na trasie FIS i noga w gipsie


Któregoś ranka nasz 3 latek wypalił ni z gruchy ni z pietruchy: "dziś odważę się nie bać pogłaskać dzikiego kota". Czy dotyczyło to jakichś naszych rozmów o dzikich kotach, przeczytanych bajek, wspomnień ze spotkania z kotem, czy może tego jak parę dni wcześniej mówiłem mu, że można się bać zjechać z wyższej zjeżdżalni ale odwaga polega między innymi na tym, że jednak zjeżdżamy mimo tego strachu, nie mam pojęcia. Po prostu tak postanowił, widać było, że to było przemyślane, mocne postanowienie. Zafascynowało mnie to połączenie "odważyć się nie bać".
Jakiś czas temu robiłem lekcję, która wpisuje się w szerszy temat "wstępu do przewrotu judo".
Choć słowo wstęp może nas uspokajać to wiele osób jak słyszy "przewrót" lub "judo" to najchętniej uciekło by z lekcji mimo, że już wygodnie rozłożyło się na swoim kocu w ulubionym kącie sali. Choć zwykle nie zdradzam tematu to wystarczy, że powiem "stań na czworakach" a mam prawie gwarantowane, że usłyszę cichy pomruk niezadowolenia przechodzący po sali. Zwłaszcza, gdy chodzi o wieczorne zajęcia, na które ludzie przychodzą zmęczeni po pracy i nie po to by się męczyć i przewracać. Ja jednak się nie poddaję i mimo wyczuwalnego oporu ciągnę grupę dalej bo wiem, że wejście w trudną sytuację i poradzenie sobie z nią daje często dużo ciekawsze, ważniejsze i większe efekty niż miłe bujanie się z boku na bok. A lekcja jest tak ułożona że każdy się z niej wiele nauczy. Bo te trudne pozycje, ruchy, niespotykane na co dzień kombinacje i wyzwania mają czasem większą szansę, by wyrwać nas z codziennych kolein, naszych torów działania, czucia, myślenia o, którymi podróżujemy z dnia na dzień, widząc te same widoki za oknem naszych wyobrażeń o sobie. Stoickie "poznaj samego siebie" jest jednym z głównych haseł naszych feldenkraisowych działań. A te wyobrażeina o sobie tak czule pielęgnowane często łatwiej potrząsnąć w pozycji na czowrakcach, stojąc na głowie, czy innych niecodziennych. Gdy się już odważymy pójś tą ścieżką wiele innych pozornie nie związanych z takimi działaniami rzeczy się zmienia. Bo jesteśmy systemem naczyń połączonych. Zmieńmy jedną część układanki a otrzymujemy cały inny obraz. Niedawno usłuszałem po lekcji "wiesz, po tych lekcjach czuję, że mam większy dystans do codziennych spraw, nie denerwuję się tak łatwo".

Ostatnio będąc z rodzinną wizytą na południu słyszę na podwórku rozmowę przez telefon. Mężczyzna rozmawia po niemiecku, choć najwyraźniej nie zna tego języka najlepiej. Ale co najważneiejsze dogaduje się. Słyszę fragment rozmowy: " drei wochen krank (trzy tygodnie chory/a), noga gips". Zaintrygowała mnie ta forma "noga gips" bo przecież jestem przekonany, że gdyby chciał to powiedzieć wszystko po polsku to użyłby formy "noga w gipsie". Jednak zdenerwowanie spowodowane koniecznością dogadania się w obcym języku powoduje, że zapominamy jak posługiwać się swoim własnym językiem. Oczywiście dla Niemca po drugiej stronie nie robiło by różnicy gdyby to było powiedziane poprawnie. Ciekawe czy to nie jest tak, że postawienie się w trudnej, niezmiennie nowej sytuacji np. rozmowy w obcym także w sencie - nieznanym (choćby trochę) języku powoduje rozbicie naszych nawet dobrze znanych wzorców komunikowania się (tu w ojczystym języku). I wydaje mi się, że z ruchem i ciałem jest podobnie, wkraczając na nowe tory, choćby chwilowo jesteśmy wybici z naszego pewnego, dobrze znajomego poczucia i wyobrażeina siebie. To dobry moment by przyjrzeć się sobie na chwile z boku, na chwile refleksji nad tym jak postrzegamy siebie i jakie mamy o sobie wyobrażeina.
Zdaję sobie sprawę że to wymaga często odwagi by się nie bać i pójść nową ścieżką, odwagi by się ruszyć i w ogóle coś zrobić.
I tu przypomniała mi się pewna historia usłyszana dawno temu.
To było w Tatrach, w zimie. Siedzieli w Murowańcu na Hali Gąsienicowej już przy wieczornym bigosie i herbacie lub piwie i po pięknym dniu na nartach. Dziadek, jak go nazywali miał już swoje lata i może więcej czasu spędził w butach narciarskich niż zwykłych.Wyjrzał przez okno, zobaczył księżyc w pełni, wstał od stołu i powiedział że idzie na trasę. Wziął narty, ubrał się i poszedł. Wszyscy wiedzieli, że dziadek, chadza i jeździ swoimi ścieżkami i nie próbowali mu nawet wybić z głowy nocnej, samotnej jazdy. Wrócił, gdy noc była już późna. Zmęczony i uradowany rzekł tylko do nielicznych, którzy jeszcze byli na nogach "ale miałem hopkę" i poszedł spać. Rano dopytany, gdzie był, powiedział, że poszedł na starą trasę FIS. Dla tych, którzy nie wiedzą stara trasa FIS - owska na Kasprowym biegnie przez las i jest dość wąska. Już wtedy od lat była nie używana.
Niektórzy z grupy byli na tyle zaintrygowani tą nocną eskapadą, że rano jak wjechali pierwszym krzesełkiem tak pojechali od razu sprawdzić. I faktycznie, okazało się że w puszystym śniegu były dwa proste ślady nart, bez zakręcania, równo obok siebie wyrażały brak zawahania nawet w chwilach gdy oni musieli hamować. W miejscu hopki ślady urywały się, po czym ponownie biegły. 30 metrów dalej bez śladu zawahania, równo, w dół do końca trasy.

I wydaje mi się że Metoda Feldenkraisa wymaga odwagi. Takiej właśnie odwagi by się nie bać, by wyjść czasem poza swoją strefę komfortu. Ale często komfortu nawet nie fizycznego ale komfortu psychicznego związanego z poruszniem się dobrze znanymi utartymi szlakami. I nie ma znaczenia, czy robimy lekcję tak niewielką, że ruchy są prawie nie widoczne, czy robimy lekcję stania na głowie czy przewrotu judo. Wszystkie one zakładają, że dojdziemy tam gdzie wsześniej nie byliśmy. To metoda dla odważnych.
I myślę, że wielu z nas ćwiczących Feldenkraisa lubi MIŁE lekcje. Takie gdzie przez cały czas jest tak po prostu najzwyczajniej w świecie przyjemnie. Często mamy swoje ulubione lekcje, czasem właśnie dlatego, że są takie miłe. Ale wydaje mi się też, że czasem cenniejsze, ważniejsze są te lekcje, których jakoś podskórnie się obawiamy i znaleźć w sobie odwagę by pójść za nowym ruchem, w nowym kierunku, nawet w tak minimalnym zakresie, że aż nie widoczym. By nawet w tej trudnej nowej sytuacji zadbać o komfort a jednocześnie mieć świadomość że odkryliśmy kawałek nowego lądu w sobie samym.



01.08.2014
Lot trzmiela, wiedzieć czy nie wiedzieć i gdzie są moje buty.

Na koszulce włoskiego stowarzyszenia Metody Feldenkraisa jest takie oto zdanie: "Naukowcy po przeprowadzonych badaniach stwierdzili, że trzmiel nie ma prawa latać. Dobrze, że trzmiel tego nie wie".

Jedna z osób, z którymi pracuję powiedziała kiedyś, że nie lubi pracy księgowej między innymi dlatego, bo to zawód, w którym trzeba zawsze wszystko wiedzieć. I gdy to mówiła to na samą myśl coś aż ją zakłuło wewnątrz. Ja z kolei powiedziałem, że może dlatego zajmuję się edukacją somatyczną wg Metdody Feldenkraisa bo w tej metodzie nie trzeba wszystkiego wiedzieć. Czasem mam wrażenie, że im mniej się wie tym lepiej. Choć oczywiście to tylko jedna strona medalu. Bo raczej jest to tak, że warto a nawet trzeba wiedzieć dużo ale na czas lekcji o tym zapomnieć, w trakcie spotkania kierować się ciekawością osoby niewiedzącej a nie z góry, dołu i boku upatrzonymi pomysłami, czy technikami.

Z kolei w listach Marka Reese'a z Izraela znalazłem fragment, w którym cytuje Moshe Feldenkraisa: "gdy ciągnąc za rękę wiesz, które żebro jest zablokowane, to wtedy możesz powiedzieć, że wiesz jak robić Integrację Funkcjonalną". Czyli jednak "wiedzieć".

Ta wiedza, o której wspomina Feldenkrais to według mnie wiedza wynikająca z tego co się czuje, bazująca na odczuciu, na zmysłach i konkretnej dogłębnej wiedzy anatomicznej i biomechanicznej bo przecież trzeba do tego wiedzieć, ile mamy żeber, jak są połączone z kręgosłupem, jak są zbudowane stawy je łączące i gdzie przyczepiają się mięśnie, które nimi poruszają i tak dalej. Feldenkrais był znany wśród swoich uczniów z tego, że miał niesamowitą umiejętność zaglądania do wnętrza swoich uczniów. Po chwili badania "wiedział" co komu jest. No naprawdę. Tak słyszałem. Na własne uszy.

Jakiś czas temu spędziliśmy parę godzin z synem na "obcym" placu zabaw. Inne miejsce, inne zabawki, inni ludzie. Radość ta sama. Czasem się bawiliśmy bardziej aktywnie, czasem przyglądaliśmy się temu co dookoła. W jednym końcu placu zabaw dominowała dziewczynka ok 10 letnia, trzymająca kota na kolanach. Korpulentnej budowy, w podkoszulku na ramiączkach mimo dnia chłodnego i chylącego się już ku końcowi. Ale nie tym przyciągała uwagę. Krzyczała tak: "komu wróżbę, komu wróżbę? Wróżba za 20 groszy a przy okazji można pogłaskać kota"! Po chwili, gdy nikt się nie zgłaszał, zmieniła ofertę: "kto chce pogłaskać kota?" ... "i dodatkowo wróżba za darmo". Oferty się zmieniały aż w końcu dzieciaki zaczęły podchodzić chcąc skorzystać i z kota i z wróżb. Podeszła, między innymi dziewczynka w podobnym wieku, szczupła, wysoka, w okularach, usiadła obok i mówi: "chcę wiedzieć czy będę miała fajnego męża". Tamta zakręciła wahadełkiem i po chwili oznajmiła że "tak, będziesz miała fajnego męża". Ta podskoczyła z radości, uniosła do góry rękę jak w geście zwycięstwa co najmniej olimpijskiego złota. I poszła się bawić dalej. Po chwili wraca, i znów pyta: "i chcę jeszcze wiedzieć, czy przestanę ... gubić buty". Tamta zakręciła wahadełkiem i pewnym głosem oznajmiła, że ... "nie, że nie przestaniesz gubić butów". Tamta z rezygnacją, szepcząc pod nosem "to mi się w ogóle nie podoba" znów poszła bawić się dalej.

Różne są podejścia do wiedzy, którą posiadamy i ma ona różna rangę. Np. dość trudno pracuje mi się z rehabilitantami (choć bardzo to lubię) ze względu na ich potrzebę "wiedzenia". Doskonale rozumiem dlaczego, bo sam przecież jestem rehabilitantem. Jednak wiedza, którą zdobyłem na studiach często była w procesie poznawania Metody Feldenkraisa jak kula u nogi utrudniająca pochwycenie tego co w metodzie istotne. Bo ciągle włączało się to rozumowe, oparte na wiedzy teoretycznej filtrowanie słów nauczycieli. A włączało się ciągle i strasznie trudno się go było pozbyć. Pamiętam gdy Eilat powiedziała "If you insist on having explanations, you miss your opportunity for miracle" (jeśli nalegasz na uzyskanie rozumowego wyjaśnienia, nie dajesz sobie okazji na doświadczenie cudu). A w kwestii cudów i tym podobnych to Moshe Feldenkrais ciągle powtarzał, że to nie żadna magia, to co robimy w metodzie to oparty na czystej wiedzy proces edukacyjny. I bądź tu mądry. No właśnie, mądry. Samemu trzeba znaleźć odpowiedź w sobi. Tego się uczymy, praktykując metodę. A ja często słyszę od rehabilitanta (który "wie") po zajęciach "ach tak teraz już wiem, Feldenkrais to ćwiczenia izometryczne, albo, że to taśmy mięśniowo powięziowe..." Nie potrafię dyskutować z takimi stwierdzeniami. Bo nie mogę powiedzieć, że tak nie jest ale też zgodzić się z tym nie chcę, bo było by to strasznie niesprawiedliwe spłycanie tego co głębokie i prostowanie tego co tak uroczo meandruje pomiędzy wieloma dziedzinami. To dość naturalne, by to co nieznane, nowe, niezrozumiałe włożyć w jakąś dobrze nam znaną szufladkę. Często trudno, zwłaszcza na początku, przyznać się przed sobą, że to jest coś zupełnie innego niż to z czym do tej pory się spotkało, coś tak nowego, że po prostu nie mieści się jeszcze w naszym tak pięknie poukładanym świecie, że jeszcze nie zrobiliśmy sobie na to coś miejsca w naszym wyobrażeniu świata.

Edukacja somatyczna Metodą Feldenkraisa porusza się w innych przestrzeniach niż wyłącznie konkretna wiedza, niezawodne techniki czy też mierzalne szkiełkiem i okiem rezultaty. Oparta jest na wglądzie w siebie, otwartości na nowe możliwości, poszukiwaniu nowych rozwiązań. Prowadzi do poczucia siebie opartego na wewnętrznych kryteriach, i wyzwalając od zewnętrznych autorytetów rozwija nasz wewnętrzny autorytet. Autorytet, który między innymi pozwala znaleźć szczęśliwe połączenie pomiędzy wiedzą teoretyczną, naukową a intuicją, zmysłami i otwartością na nieznane. I czasem nawet prowadzi nas do zmiany np. zawodu na taki, gdy o nim mówimy to nas nie kłuje lecz coś raduje się wewnątrz.

Gdy wychodziliśmy z Julkiem z placu zabaw było już dość późno, prawie ciemno i raczej chłodno. Zwróciła moją uwagę dziewczynka biegająca na bosaka, i szukająca czegoś. Tak, to była ta sama. Znów zgubiła buty.



01.09.2014
Zaskoczenie, płetwonurek w pudle, dziki potwór na szlaku koło Kuźnic i nasza wiara w poprawność naszego zachowania.

Dawno temu za siedmioma ulicami, za siedmioma domami odbywały się cykliczne warsztaty rozwojowe Dojrzewalni Róż pt Progresteron". Uczestniczyłem w nich kilkakrotnie prowadząc wprowadzający warsztat z Metody Feldenkraisa. Zwykle było to 2 - 3 krótsze lekcje i pogadanka, raz nawet udało mi się zmieścić demonstrację lekcji indywidualnej. W trakcie jednych z takich międzylekcyjnych pogadanek, gdy opowiadałem o możliwościach, które drzemią w tej metodzie i nas praktykujących jedna z pań zapytała: "czy mógłby pan pokazać coś co nas zaskoczy"? Wprawdzie gdzieś na orbicie moich myśli przeleciała taka ewentualność, że chodzi o to bym zademonstrował jakiś niesamowity, spektakularny ruch, który ją zaskoczy ale zanim zdążyłem przyjrzeć się dokładniej tej ewentualności wywaliłem język na wierzch i zawarczałem tak jakbym ją chciał zjeść, i to tu, na miejscu, natychmiast w całości.
Nie wiem kto był bardziej zaskoczony czy ja czy ta pani ale pierwsza moja reakcja, na coś zupełnie niezaplanowanego, coś co normalnie oceniłbym jako niewłaściwe zachowanie była "ojej co ja zrobiłem". Zaraz potem w duchu zacząłem się śmiać i cieszyć na takie spontaniczne zachowanie, nie zważając na to co pomyślą o tym inni. Zdziwienie, które malowało się na twarzy tej osoby było bardzo wymowne co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie o takie zachowanie chodziło.
Siedząca obok niej osoba, popatrzyła na nią i powiedziała "nie wiem jak pani, ale ja się czuję zaskoczona".

Zaskoczenie jest wbudowane w Metodę Feldenkraisa a to co wciąż powtarzał Moshe Feldenkrais "niemożliwe staje się możliwe" jest jednym z powodów tego zaskoczenia.
To zaskoczenie pojawia się w różnych momentach i okolicznościach. Może się pojawić już pierwszej chwili lekcji, gdy usłyszymy dobrze znane z zajęć "poczuj swój kontakt z podłożem".
Często pojawia się też później, gdy robiąc kolejne ruchy zastanawiamy się (a potem odkrywamy) dokąd prowadzi nas ten szlak, dowolnych wydawało by się ruchowych skojarzeń. Często lekcje wydają się być odzwierciedleniem sposobu prowadzenia wykładów przez Feldenkraisa. Rozwijanie tematu poprzez owijanie dygresji kolejną dygresją i tak wydawało by się w nieskończoność aż tu nagle jesteśmy przy konkluzji która nie wiadomo w jaki sposób ale dość oczywisty odpowiada na początkowo postawione pytanie. Moshe Feldenkrais wciąż powtarzał, proces jest ważniejszy, droga a nie nasze nastawienie na osiągnięcie celu. Z takim nastawieniem wędrujemy od jednego odkrycia do kolejnego i zanim się nacieszymy kolejnym to jesteśmy już u celu.

Mój przyjaciel opowiadał mi historię sprzed wielu lat, gdy to wraz z rodziną po całodniowej wycieczce w góry schodził z Murowańca do Kuźnic. Wycieczka była długa więc schodzili już po ciemku. Było już blisko Kuźnic, gdy Marek postanowił zrobić psikusa rodzinie i poszedł szybszym tempem do przodu, schował się w lesie i gdy nadchodziła jego grupa wyskoczył z lasu z rykiem jakby był jakimś niedźwiedziem albo nie wiadomo czym. Cała gromada w strachu zaczęła krzyczeć i bardzo szybko się okazało, że to nie była jego rodzina, tylko jakaś grupa, która w międzyczasie jego rodzinę wyprzedziła. Marek tak szybko jak wyskoczył z lasu tak samo dał z powrotem drapaka w krzaki i spokojnie już, (no przynajmniej bez wygłupów), czekał na swoich. Gdy weszli do sklepu w Kuźnicach miał już inną kurtkę na sobie a gdzieś między półkami usłyszał jak ktoś opowiada o jakimś wariacie co na szlaku grasuje.

W lekcjach Metody także zdarza się, że to zaskoczenie jest po obu stronach. Ja jako nauczyciel często jestem równie, choć zupełnie inaczej zaskoczony co uczniowie. Trochę tak jak dziecko rozdziawia buzię w zachwycie na widok choinki, tak i ja wielokrotnie myślę sobie że to "niesamowite, znów wyszło, znów się udało".

Moja daleka znajoma dawno temu wyprowadziła się na antypody. Daleko to więc nie często gości w ojczyźnie. Jakiś czas temu przyjechała tydzień przed świętami Bożego Narodzenia. Nie powiedziała rodzicom. W zmowie z siostrą. W wigilię zapakowała się do wielkiego pudła, które znalazło się pod choinką jako prezent dla rodziców, z tego pudła wyskoczyła, gdy prezent został odpakowany. I . nikt jej nie poznał. Dlaczego? Bo była w kompletnym stroju płetwonurka. A gdy zdjęła maskę i okazało się że to ukochana córka przyjechała z drugiego końca świata nie było końca radości i wielkiej awanturze, którą zrobiła jej rodzina, że się nie ujawniła, kiedy tylko przyjechała.

Zaskoczenia w lekcjach rozwijają się czasem podobnie na wielu płaszczyznach, przychodzą znienacka, niespodziewanie często dopiero jakiś czas po lekcji. Ale najczęściej to największe zdziwienie, jest zaraz po lekcji, zdziwienie tak wielkie, że aż trudno nam się oswoić z myślą że to doświadczenie jest naszym udziałem. Moshe Feldenkrais opowiadał o tym w czasie treningu w Amherst, a ja znam to z własnej praktyki, że często osoby po lekcji wstają i otrząsają się, (zwyczajnie fizycznie strząsają to z siebie) z całej tej nowości, tego innego stanu, jakby się było w nie swoim ciele. Czasem jest on doświadczany jako dyskomfort, ale wynika on głównie z tego, że jest to coś dalekiego od tego co jest nam znane, bliskie. Bo jak mawiał Moshe Feldenkrais: "there is nothing more permanent in our behaviour than our belief that it is so" (nie ma nic bardziej stałego w naszym zachowaniu niż nasza wiara w to, że właśnie tak powinno być). Więc niektórzy wstają po lekcji dokonują szybkiej oceny sytuacji, oceniają że to "nie oni" i strząsają ten stan, tę nowość z siebie. Strząsają kwintesencję lekcji, to zaskoczenie.
Myślę, że warto powstrzymać się przed tym strząsaniem, dać czas na integrację tej nowości, przyjrzenie się co w niej drzemie i czym jeszcze może nas zaskoczyć. Może tym, że zrobię coś co zawsze chciałem a nie miałem odwagi, może tym, że sięgnę po coś na górnej półce i poczuję że zrobiłem to łatwiej niż wcześniej, może tym, przepłynę kilometr na basenie w czasie krótszym niż dotychczas a może tym, że pokażę komuś język.


[wróć na początek]