Przebieralnia

Przebieralnia czyli blog

Przebieralnia jest czymś w rodzaju bloga. Są to zwykle krótkie formy z Metodą Feldenkraisa na pierwszym lub na dalszym planie. Pisane dość nieregularnie, gdy najdzie mnie wena. Zatem nie czekaj na kolejny odcinek bo kto wie, kiedy i czy w ogóle się pojawi. Zapraszam natomiast, by sięgnąć do tego co już było, bo mimo, że pisane jakiś już czas temu, nadal w kontekście tego co robimy w Metodzie Feldenkraisa jest aktualne. I wielu innych kontekstach też. Bo przecież Metoda splata się z życiem na wielu płaszczyznach. Zapraszam do lektury.

MAM TĘ MOC, MAM TĘ MOC ...
15.05.2024

MAM TĘ MOC, MAM TĘ MOC …

Niedawno skończyła się konferencja Feldenkraisa online „future life now” organizowana przez Cynthię Allen. Odbywają się co roku zwykle w okolicy urodzin Moshe Feldenkraisa (6 maja 1904). Na tegorocznej, jeden z wykładowców ładnie ujął coś co dla mnie jest jednym z podstawowych – jeśli nie głównych – filarów Metody Feldenkraisa. Powiedział „we all have superpower power of choice”. Wszyscy mamy super moc – moc wyboru.

Coś co czyni nas ludźmi to właśnie ta super moc. To, że możemy dokonać wyboru, pójść inną drogą, zmienić kierunek, wrócić, zatrzymać się, zwolnić, przyspieszyć, stanąć na rozstaju, zatrzymać się, zastanowić … .

Wszystko to widoczne jest w lekcjach Feldenkraisa. Te uniwersalne w życiu umiejętności praktykujemy, ćwiczymy przy okazji każdej lekcji.

Dlatego ta metoda jest tak unikalna w bogatym świecie metod, technik, podejść. Bo to metoda, która stawia świadomość na pierwszym miejscu. A ta z kolei leży u podstaw tej super mocy – możliwości wyboru.

25.10.2023
Łagodny rozruch i ptasie bąki

Od czasu gdy pod oknami mojego gabinetu pojawiły się boksy InPostu ruch pod oknami zwiększył się wielokrotnie. Pewnego dnia już po pracy siedziałem przy otwartym oknie i słyszę nadchodzących tatę i synka a ich rozmowa stawała się coraz bardziej słyszalna i zrozumiała. Akurat na wysokości moich okien padło pytanie: „tato, a czy ty słyszysz ptasie bąki” ? Cudne.

I zanim wrócę do tematu ptasich bąków … .

Kupowałem ostatnio elektronarzędzia. I zwróciłem uwagę na taką właściwość, cechę niektórych modeli jaką jest „łagodny rozruch” , „powolny rozruch”. Jakoś mnie ta cecha skusiła bo znam to odczucie włączania np. szlifierki kątowej, którą trzeba mocno trzymać, gdy rusza z kopyta na swoich maksymalnych obrotach, by nie wyrwała się sama z moich, w sumie nie takich znowu słabych rąk.

Bo np. gdy ruszamy pociągiem pendolino albo innym elegancko wytłumionym i poruszającym się po gładkich torach, to zwykle nie czujemy, że pociąg rusza. Dopiero inny zmysł nam o tym mówi, wzrok. Patrzymy przez okno i … co ja widzę… jedziemy. Już Tuwim pisał, że „maszyna ruszyła, po torach powoli, ospale…” Bo masa duża nie rozpędzi się znowu tak nagle ale i nie ma takiej potrzeby, bo przecież wszyscy by poupadali w momencie wkładania walizek na półkę. Kiepski pomysł. No naprawdę.

Ale już np. odrzutowiec to nie może się tak ociągać i ślamazarzyć i rozpędzać w nieskończoność bo mu się pas startowy zaraz kończy. Musi ruszyć z kopyta a siła wbija pilota w fotel.

No dobrze ale ja tu o maszynach, pociągach, samolotach i ptasich bąkach. Czyli o rzeczach o których za wiele nie wiem.

Ale … to co widzę podczas  lekcji Feldenkraisa, to co obserwuję na podłodze to bardzo zróżnicowany sposób rozpoczynania ruchu. Są osoby, które mają niejako fabrycznie ustawiony powolny rozruch. A inne wręcz przeciwnie. Jakby każdy początek ruchu miał być jak odbicie piłeczki tenisowej od rakiety mistrza.

I ostatnio zauważyłem, że jak opowiadam o tym łagodnym rozruchu i pociągu itd. to do niektórych to trafia. I zamiast ruszać z kopyta ruszają powoli.

I ten powolny, łagodny rozruch od samego początku uspokaja nasz układ nerwowy. Nie wprowadza do niego nerwowości związanej z szybkim startem. Ani też napięcia związanego z oczekiwaniem wobec siebie,że trzeba być pierwszym na starcie.

I gdy już nauczymy się takiego łagodnego roz-ruchu to też więcej czujemy co dzieje się w środku. Nasze zmysły się wyostrzają – co wiedzą zwłaszcza Ci którzy ćwiczą dłużej i regularnie – prawda 🙂 ?

I to co ciekawe to mówiąc zmysły mam na myśli nie tylko kinestetyczny zmysł ruchu. Ale też i inne np. … słuch. Może nawet do tego stopnia, że usłyszymy ptasiego bąka.

Na marginesie bąk to też taki ptak, który na mokradłach żyje i wydaje bardzo dziwny, głośny dźwięk. Ale to chyba nie bąk. No poza tym, że to bąk.

23.05.2023
Mądrość Chirokezów

Jechałem z córką rano do szkoły autobusem. Gaworzyliśmy sobie o codziennych sprawach, gdy pomiędzy reklamą jakiejś warszawskiej wystawy a informacją o upływającym terminie nadsyłania pomysłów na fundusz partycypacyjny, moją uwagę przykuł napis na autobusowym ekranie: „Słuchaj szeptów a nie będziesz musiał później słuchać krzyków” przysłowie Czirokezów.

Po chwili naturalnie moje myśli splotły to przysłowie z dziedziną, którą się zajmuję czyli z ciałem i ruchem. Pomyślałem o krzyku i o szepcie ciała. Czasem, podczas lekcji odwołuję się do ruchu jako szeptu ciała. Gdy mówimy o mówieniu szeptem wszyscy wiedzą o co chodzi. Poruszanie się szeptem nie jest już takie oczywiste. Bo nawet jeśli oczywista jest dla nas metafora to już nie do końca samo wykonanie. Jak ktoś mówi szeptem, nie mamy wątpliwości, że to szept. Co do ruchu każdy może mieć inne kryteria i umiejętności zmniejszania intensywności ruchu. A między szeptem a krzykiem jest jeszcze ogromna przestrzeń.

I to jest ta ruchowa część, gdzie możemy posługiwać się szeptem i krzykiem ciała.

Druga strona to to, jak ciało do nas mówi. Może do nas szeptać. I zwykle zaczyna od szeptu. Chce nam delikatnie o czymś dać znać. Zwrócić uwagę. Czy słyszysz szept ciała?

Czasem go nie słyszymy bo sami krzyczymy wewnątrz i zagłuszamy szept ciała. Czasem słyszymy ale go ignorujemy. Ciało cierpliwie będzie poszeptywać swoje potrzeby. Potem zacznie mówić głośniej aż zacznie krzyczeć. Tak głośno, że przekrzyczy nasz wewnętrzny hałas. Tego krzyku nie sposób nie usłyszeć. I choć dobrze go słyszymy wiele osób wciąż go ignoruje.

A ciało nie szepcze, nie krzyczy bez powodu.

Gdy myślę o swojej drodze, to myślę że Feldenkrais trochę mnie uratował, przed samym sobą. Generowałem dużo wewnętrznego krzyku, ruszałem się intensywnie, gdy ćwiczyłem doliczałem sobie zwykle 10% powtórzeń na wypadek, gdyby się okazało, że się pomyliłem i żeby nie było jakiejś „niedoróbki”. Gdy wybierałem się na rowery z kolegami jechałem często na początku narzucając mocne tempo. Gdy zatrzymywaliśmy się na odpoczynek pierwszy dawałem sygnał do dalszej jazdy mówiąc „no, jedziemy bo ostygniemy”.

I wtedy trafił mi się Feldenkrais. Ze swoim „wolniej, lżej, łatwiej…” Uratował mnie. Nadal lubiłem się zmęczyć. Ale znalazłem też przeciwwagę. Dla zachowania równowagi. Zacząłem być bardziej uważny na szept ciała, na subtelności ruchu. Gdy, z zapałem trenowałem Aikido pod okiem Akira Tohei w Midwest Aikido Center z jednej strony wybierałem tych, którzy lubili mocny trening i „rzucali daleko”. Z drugiej chciałem spędzać więcej czasu na robieniu techniki w zwolnionym tempie. Szept zaczął być dla mnie równie ważny co krzyk ciała w ruchu.

Dzięki Metodzie Feldenkraisa poprzez szept w ruchu uczymy się też słuchać szeptu. A usłyszenie tego szeptu jest bardzo ważne dla samoregulacji. W ciszy ciała docierają do nas sygnały, które podpowiadają co ważne, by utrzymać ciało w stanie harmonijnej równowagi. Zanim pojawi się krzyk.

zdjęcie ze Stajni Stanisławów, dzięki uprzejmości Małgosi. 

12.04.2023
Pomiędzy pianissimo i fortissimo

Jako nauczyciel Metody Feldenkraisa obserwuję wciąż tę samą trudność u wielu osób praktykujących Metodę. Trudność w robieniu mniej, wolniej, z mniejszym wysiłkiem. Mi osobiście nie jest ona obca. Opuszczając mury AWF miałem już dobrze utrwalony pewien sposób patrzenia na ruch. Pierwszy kontakt z Metodą był przede wszystkim starciem z moim głęboko zakorzenionym przekonaniem, że więcej, mocniej i silniej oznacza lepiej. AWF nie było oczywiście jedynym miejscem, gdzie nabyłem taki sposób myślenia i patrzenia na ruch.

Dlatego, gdy robię lekcje z oryginalnych transkrypcji lekcji, które Moshe Feldenkrais prowadził w Tel Avivie w studio przy ulicy Alexander Yanai i słyszę słowa „niech Bóg ma w opiece tych, którzy robią duży ruch” to się cieszę. Nie tylko dlatego, że próbuję sobie wyobrazić Feldenkraisa, który obserwuje ponad pół wieku wcześniej, tysiące kilometrów dalej to samo co ja na na swoich zajęciach. Ale myślę też sobie, że to po prostu bardzo ludzkie i normalne.
To, że chcemy więcej i mocniej. Że mamy to gdzieś zapisane, że jak działać to na całego i że robienie mniej nie przychodzi nam w większości sytuacji znowu tak łatwo. Że to normalna nasza ludzka tendencja, z którą nawet jeśli się nie urodziliśmy to potem się przede wszystkim nauczyliśmy. I stało się to na tyle wcześnie i na tyle mocno, że inna opcja niemalże jest nieosiągalna.

To trochę tak jak patrzymy na skłębione piękne cumulusy na niebie i widzimy w nich np. kształt pieska. I mówimy komuś „patrz , ale się chmury ułożyły w kształt pieska”. A ktoś patrzy i pieska nie widzi. A my z uporem „no popatrz przecież tu ma łapki a tu oczka i pyszczek”. No ktoś, że nie widać i już. I z ruchem jest podobnie, mówimy zrób mniejszy ruch. I w głowie wielu osób może pojawić się myśl, że przecież nie ma już mniejszego ruchu, nie ma mniej wysiłku, nie ma wolniej.

Taka opcja na mojej mapie świata nie istnieje.

Wspaniale jest obserwować to przechodzenie przez tę niewidzialną barierę. Pomiędzy dużym ruchem i małym ruchem. Niejako wchodzenie w inny wymiar rzeczywistości. Przejście przez portal do innego świata. Świata równoległego ale, często niedostępnego tylko dlatego, że nie zdajemy sobie sprawy z jego istnienia.

Bo wcześniej go nie doświadczyliśmy, albo zapomnieliśmy jak to było wcześniej, gdy jeszcze nie nauczyliśmy się „silniej, więcej, mocniej”.

I wspaniale jest też obserwować tę ludzką naturę w działaniu, która trzyma nas po stronie robienia więcej. A jednocześnie z wrodzoną ciekawością szuka tego czego początkowo nie widać i nie czuć.

I wspaniale jest obserwować tę budzącą się umiejętność przechodzenia między jednym i drugim, tę rodzącą się finezję w kierowaniu sobą zgodnie z zamiarem.

I wspaniale jest obserwować ten stan świadomego wyboru, że można przechodzić sobie dowolnie od małego do dużego, wolnego do szybkiego, lekkiego do mocnego. Jak u muzyka, który z największą łatwością może przejść od pianissimo do fortissimo.

Innymi słowy wspaniale jest obserwować (i u siebie i u innych) proces uczenia się, który w somatyce jest procesem zmagania się wielu tendencji, rodzenia się i rozwiązywania konfliktów na wewnętrznej arenie ciała.

I myślę też, że to czego się (między innymi) uczymy w lekcjach to właśnie tego, że stajemy się coraz bardziej świadomi tego procesu.

Nie przez przypadek mówi się o metodzie, że poprzez jej praktykowanie uczymy się jak się uczyć.

18.02.2023
Posąg z miękkim brzuchem

Parę dni temu robiłem lekcję # 488. Nosi tytuł „statute standing”. Akurat byliśmy na feryjnym i familijnym wyjeździe narciarskim w schronisku na Jaworzynie Krynickiej. Mały, mimo że 4 osobowy, schroniskowy pokój. Łóżko koło łóżka. By wygospodarować trochę miejsca na lekcję muszę przemeblować pokój a łóżko opieram o ścianę.
To lekcja czytana w ramach projektu „An AY a day” czyli Alexander Yanai lesson a day.
To projekt codziennego odczytywania – dosłownej transkrypcji lekcji, które Moshe Feldenkrais prowadził w swoim studio w Tel Avivie przy ulicy Alexander Yanai. Stąd nazwa tych lekcji. Zachowało się ich ok 550 i są wydane w postaci zeszytów jako materiały źródłowe dla nauczycieli Metody Feldenkraisa. I codziennie jeden z nauczycieli czyta kolejną lekcję.
I właśnie robiłem #488. A córka leżała na łóżku obok i czytała lekturę. Co jakiś czas pyta mnie o jakieś słowo, którego nie rozumie. Ale też jest ciekawa co robię i czasem zerka w moją stronę. A ja stoję – bo cała lekcja jest na stojąco (podobnie jak ostatnie już chyba osiem lekcji, które robiłem w ramach cyklu) na jednej nodze, z ręką uniesioną w górę a druga noga wyciągnięta do tyłu. Trochę jak arabeska. No, powiedzmy, bo tylna noga uniesiona tylko troszkę. No i oczywiście różne rzeczy się dzieją. Kolana uginają, biodra wychylają, głowy pochylają itd. Janka zaciekawiona w końcu pyta „co robisz tato?” „Robię lekcję” odpowiadam. „Nazywa się stojąc jak posąg”, tłumaczę dalej. „Posąg?” pyta. „Ale ty nie jesteś posąg. Bo posąg jest z kamienia albo metalu. A ty nie jesteś ani z kamienia ani metalu. I posąg się nie rusza, a ty się ruszasz. I nie chcę żebyś był posągiem z kamienia albo metalu. Bo lubię twój mięciusi brzuszek, do którego mogę się przytulać”.
Ale to czego Janka nie wie, to to, że Moshe Feldenkrais wielokrotnie w tej lekcji wspomina o miękkim brzuchu. Mówi wyraźnie „pozwól by twój brzuch był miękki, luźny, oddychaj swobodnie, puść napięcia”. Lubię te przeciwieństwa, których doświadczamy w lekcjach Metody Feldenkraisa. W tym przypadku stania jak posąg ale jednocześnie bez wysiłku, napięcia. Z miękkim ciałem ale na szkielecie, który solidnie nas wspiera. Sięgając ręką do nieba i wyciągając się w górę, będąc jednocześnie mocno osadzonym na stopach. W wielu lekcjach te przeciwności mają inny wymiar. Często jest to przechodzenie przez pełne spektrum od ruchu małego do dużego, czy też od ruchu wolnego do szybkiego.
I myślę też, że to nie takie proste przechodzić pomiędzy lub też być w jednym nie tracąc drugiego. Że zbyt często stajemy się jak posąg, który stracił miękkość ciała. Bywa też odwrotnie, można się rozpłynąć i stracić umiejętność ugruntowania i stabilizacji.
# 488 to wymagająca lekcja. I nie tylko dlatego, że jest na stojąco, w dużej mierze na jednej nodze. Ale właśnie dlatego, że zmusza nas (oczywiście, że do niczego nas nie zmusza) do przyjrzenia się temu, jak mieścimy w sobie te dwa, czasem trudne do pogodzenia stany. Między innymi dzięki tym lekcjom odkrywamy jak odzyskać miękkość w sobie. Także po to by móc przytulić się w pełni. 
 
Bardzo lubię dzielić się z Wami tym co Moshe Feldenkrais nam zostawił. Większość z tych lekcji w którymś momencie trafia na moje zajęcia. Czy to regularne online i stacjonarne czy też w różnych konfiguracjach lekcji na warsztatach. Lubię tę różnorodność. Ostatnio nawet ktoś zapytał mnie na zajęciach regularnych czy ja kiedykolwiek powtarzam lekcje. Tak powtarzam choć raczej nigdy w tej samej formie. Ale dużo robię też nowych lekcji i potem przekazuję je Wam.

23.01.2023
(nie) SZCZĘŚLIWE STOPY

(nie) SZCZĘŚLIWE STOPY, które nie zaznały zwichnięć, naderwań, stłuczeń, potknięć, pęknięć … . Bo z drugiej strony, które stopy tego nie zaznają. Stopy nie biegające, nie skaczące, nie ryzykujące, nie zaznające różnorakiego terenu, kamieni, błota, trawy, kory drzew i powietrza w locie ku nie znanemu lądowaniu. … Stopy w tańcu, w gonitwie, na macie judo.
Tak czy siak są lekcje o stopach. O tym jak być z nimi bliżej, lżej, łatwiej, spokojniej i pewniej. Bo to one są naszym pierwszym kontaktem z podłożem przy każdym kroku. Lepiej je rozumieć … lepiej. Bo wysyłają nam sygnały kluczowe. Sygnały tak szybkie, że docierające do naszego mózgu zanim się połapiemy. Jeśli mamy stopy miękkie ale pewne, receptywne ale i dynamiczne, luźne ale i sprężyste to mamy stopy, z którymi można zawędrować daleko.
Zadbaj o swoje stopy. Jedną z rzeczy, którą możesz zrobić to zrobić lekcję Świadomości Poprzez Ruch Metodą Feldenkraisa o stopach. Możesz oczywiście zrobić wiele więcej lub też i innych rzeczy. Zawsze można zacząć od tego, by czule na nie popatrzeć i dotknąć z wdzięcznością.
Dziękuję Wam moje stopy. Bardzo je lubię, te moje stopy, choć nie jedno bolesne doświadczenie im w życiu zafundowałem.

30.09.2022
Galeria Ruchu

Tydzień temu byłem w Gdyni z warsztatem o STOPACH. Przy okazji odwiedziłem Stocznię Gdańską. A tam pośród wielu obiektów, vis a vis ciekawej przestrzeni sztuki – Galerii Mleczny Piotr, stoi taki stary kiosk ruchu z szyldem GALERIA w RUCHU. Ja w głowie zamieniłem to na GALERIĘ RUCHU. I tak sobie pomyślałem o każdego z nas, mojej także, galerii ruchu. Jaka jest nasza osobista galeria ruchu? Co zawiera, co możemy powiesić na ścianach tej galerii, jakimi ruchami się pochwalić, nad jakimi przystanąć i przyjrzeć się bliżej? Jakie lubimy, jakich być może wolelibyśmy się pozbyć? I jakie ruchy możemy jeszcze stworzyć, jakich się nauczyć i dodać do naszej galerii? Albo np. galeria zdjęć, którą większość z nas nosi w telefonie. Jaka jest? Lubisz do niej zaglądać? Opróżniasz ją z tego co niepotrzebne, zostawiając tylko te najbardziej wartościowe? Czy jest może zawalona tysiącami zdjęć, w których trudno znaleźć te naprawdę ważne? Dodajesz nowe, ciekawe obrazy – ruchy, zrobione na swojej drodze?

Wszyscy zbieramy doświadczenia. Także te ruchowe. Kolekcjonujemy ruchy czy tego chcemy czy nie. Czy o tym wiemy czy nie. Jakim kolekcjonerem/ką ruchu jesteś? Czy poza tymi, które się przyplączą przypadkiem, świadomie i celowo zbierasz nowe ruchy? Dodajesz do swojej galerii? Czy jest jakiś ruch, który szczególnie lubisz? A jaki ruch lubisz, co sprawia, że taki lub inny? Powolny, szybki, mały czy duży, intensywny czy delikatny, prosty czy skomplikowany, ten bardziej wewnątrz ciała czy ten, którym wychodzisz na zewnątrz?

GALERIA RUCHU … W Feldenkraisie, z każdą lekcją dodajemy do naszej galerii nowy ruch, powiększamy naszą ruchową kolekcję. Świadomie rozbudowujemy nasz zasób ruchów, wzbogacamy repertuar ruchowy.

Zapraszam na zajęcia, hej!!!