Artykuły, publikacje

PRZEBIERALNIA

W przebieralni znaleźć można trochę przemyśleń, myśli zebranych i rozebranych, tych które wysyłam w moich niusach, mailach, wieściach wszelakich. Są one co jakiś czas uzupełniane, więc zapraszam do zaglądania tu co jakiś czas. Życzę miłej lektury. Jacek Paszkowski



25.10.2010
Wojsko Polskie i leśne dziki o świcie

Podczas jednej z lekcji Moshe Feldenkrais mówi: "Musimy rozróżnić między uczeniem się a działaniem. Gdy uczymy się czegoś, musimy robić mniej niż jesteśmy w stanie. Kiedy jednak działamy, musimy być w stanie działać szybko, zdecydowanie i z pełną mocą. Uczenie się i działanie to nie to samo. Ktoś kto nie rozróżnia między jednym i drugim nigdy się nie uczy".

Wybraliśmy się ostatnio na spacer w okolicy Nowego Dworu Mazowieckiego. Dużo tam terenów wojskowych, twierdza Modlin i takie tam. Idąc drogą doszliśmy do bramy. Na bramie napis, "wojsko polskie", "okazać przepustkę bez wezwania", na płocie co ileś tam metrów wielkie żółte tablice, z napisem w czterech językach, że to teren wojska i że wstęp wzbroniony, płot zwieńczony drutem kolczastym. Full wypas. Jednostka wojskowa, że hej. Nawet działo stało na placu i parę wozów jeśli nie opancerzonych to przynajmniej wyglądały groźnie. Ale na tym samym płocie wiszą tabliczki: "obiekt chroniony przez... ( i tu nazwa agencji ochroniarskiej)" Łał, pełny szał. Nasze wojsko potrzebuje do ochrony agencji ochroniarskiej.

Bo, gdy ja byłem w harcerzach, to pilnowaliśmy się sami . Kiedyś, z bratem staliśmy w porze zmiany nocy w dzień długo wpatrując się w groźny zarys dzika, który stał nieopodal, który, gdy mieliśmy odwagę podejść okazał się ... cieniem krzaków. Innym znów razem, gdy stałem na warcie, pech chciał, że akurat była pora obiadu. A ja strasznie nie lubię opuszczać posiłków więc poszedłem zjeść, no i gdy wróciłem a na maszcie nie było flagi i był straszny obciach, bo komendantka musiała wykupić flagę wiadrem jagód. Było też stanie na jachcie na tzw wachcie kotwicznej, czyli pilnowanie by wiatr nocny nie zerwał nas z kotwicy i nie zniósł nas w krzaki. Była też druga strona wartowniczego medalu, podchodzenie innych obozów, spuszczanie namiotów w środku nocy i ucieczka przez las w rozproszeniu i szukanie się potem pół nocy w ciemnościach. Więc dużo działo się na dookoła warty. Ale stało się dzielnie, pilnowało swojego, broniło przed intruzami jak trzeba, albo podchodziło, także jak trzeba .

Najwyraźniej nasza armia już nie potrafi strzec się sama. Potrzebuje ochrony. Jest i zarazem, nie jest dobrze. Zależy z czyjej perspektywy. A co to ma wspólnego z Feldenkraisem, spytać by można. W sumie nie musi mieć nic wspólnego. Ale jeśli już poszukamy wspólnej nici to może to, że Moshe Feldenkrais napisał książkę "Hadaka Jime: obrona wręcz w praktyce". Wydana została ponownie w zeszłym roku i jest ogólnie dostępna. Feldenkrais napisał tę książkę w 1942 jako podręcznik dla armii brytyjskiej. Podręcznik, jak obronić się przed atakiem wręcz, nożem, bagnetem, czy inną bronią. Podobno, tak twierdzą fachowcy bardzo skuteczny podręcznik obrony. To co również ciekawe, to cały podręcznik jest napisany w formie lekcji ruchowych opartych na jednej podstawowej technice. To co łączy ten materiał z późniejszymi lekcjami, których uczył i tymi, które my wykonujemy na zajęciach to odpowiednie tempo do procesu uczenia się, odpowiedni zakres ruchu i poziom uważności.

A wojsko polskie... no cóż, może nie być zainteresowane takimi subtelnościami, a poza tym są przecież dobrze pilnowani. My natomiast wciąż możemy, lekcja po lekcji uczyć się jak uczyć się sprawniej, wydajniej, by dojść do... "działania spontanicznego, bez wysiłku woli, z maksymalną skutecznością, nawet gdy już dawno zapomnieliśmy, gdzie, kiedy i jak tego się nauczyliśmy". Uczyć się niezależnie od tego, czy potem chcemy to wykorzystać do samoobrony, czy do wydobycia lepszego dźwięku z instrumentu, na którym gramy, czy po to by lepiej pływać, czy żeby zatańczyć to co zawsze chcieliśmy, lub by wejść na górę, o czym zawsze marzyliśmy. Bo przecież (by znów zacytować Feldenkraisa) to umiejętność realizowania swoich najskrytszych marzeń. I uczenie się jest jednym ze środków, by móc tego dokonać i dokonać tego łatwiej. By móc działać sprawniej i zgodnie ze swoim zamierzeniem. Feldenkrais pokazuje jak uczyć się łatwiej.


25.11.2010

Metoda Feldenkraisa
zostań uczniem samego siebie
stań się swoim własnym nauczycielem

O... błędne koło
ileż to tobą
kręcić trzeba
by z o-błędnych
twych obrotów
wysmyknąć się

być może poniższy tekst, będący fragmentem artykułu Moshe Feldenkraisa będzie pewną wskazówką

Fragment artykułu: Moshe Feldenkrais, Awareness Through Movement. tłumaczenie Jacek Paszkowski


Moja technika, która umożliwia pełniejsze dojrzewanie układu nerwowego wykorzystuje wzajemną relację systemu nerwowego oraz układu mięśniowego. Oba te systemy wyewoluowały w polu grawitacyjnym, które określa warunki zarówno do rozwoju jak i uczenia się każdego z nas jak i dla nas jako gatunku.

Nadzwyczajny rozwój płatów czołowych kory mózgowej u człowieka pokazuje, że ich funkcjonowanie jest ewolucyjnym krokiem naprzód, sprzyjającym przetrwaniu najlepiej przystosowanych. Rozwój mózgu człowieka nabiera rozpędu po urodzeniu i w związku z tym jest kształtowany poprzez nasze indywidualne warunki dorastania oraz indywidualne doświadczenie.

Możliwości rozwoju a podatność na popełnianie błędów.

Efektem takiego stanu rzeczy jest to, że człowiek ma niesamowitą możliwość - nie daną innym zwierzętom - by tworzyć zasoby wyuczonych zachowań. Drugą stroną medalu jest to, że mamy również ogromną podatność popełniania błędów. Ponieważ u innych zwierząt reakcje na większość bodźców oparte są na odziedziczonych instynktach, ich skłonność do popełniania błędów jest dużo mniejsza.

Co może być jeszcze bardziej irytujące, to to, że mamy małe szanse by uświadomić sobie, w którym miejscu popełniamy błąd. Ponieważ jesteśmy zarówno uczniami, jak i sędziami rezultatów własnego uczenia się to nasza ocena zależy, jak i jest ograniczona naszymi własnymi osiągnięciami.

Oczywiście, by się rozwijać, musimy usprawnić nasze umiejętności oceny. Ale możliwości oceny są rezultatem dotychczasowego procesu uczenia się i rozwoju.

Zwiększenie wrażliwości.

By przerwać to błędne koło musimy wykorzystać podstawową zdolność wyższych pięter naszego mózgu, których zadaniem jest odczuwanie, analizowanie, wyrażanie słowami tego co dzieje się w naszym ciele. Przez redukowanie siły bodźca do zaledwie wyczuwalnego minimum, również obniżamy do minimum wyczuwalne zmiany w układzie mięśniowym i czuciowym. W ten sposób zwiększamy naszą wrażliwość do maksimum, a poprzez to jesteśmy w stanie rozróżnić najmniejsze szczegóły, których nie byliśmy w stanie do tej pory odczuć. Jesteśmy jak daltonista, któremu nagle przywrócono zdolność rozróżniania kolorów.

Gdy mamy już lepszą umiejętność różnicowania i postrzegania, jest nam łatwiej dostrzegać i odczuwać szczegóły dotyczące zarówno nas samych jak i otoczenia. Stajemy się świadomi tego co robimy a  nie tego co wydaje nam się, że robimy.

Lekcje metody.

Lekcje odbywają się głównie w pozycji leżącej. Sprzyja to rozbiciu nawykowych napięć mięśniowych. (W tej pozycji) nawykowy nacisk na podeszwy stóp jest wyeliminowany a wraz z tym wyhamowane zostają nawykowe wzorce napięć mięśni oraz towarzyszące temu ułożenie całego szkieletu. Układ nerwowy nie otrzymuje nawykowych bodźców aferentnych* powiązanych z działaniem sił grawitacji na człowieka w postawie stojącej, a impulsy eferentne nie są powiązane z  nawykowymi wzorcami ruchu. Po lekcji, wracając do nawykowych bodźców z podłoża, ktoś może być zaskoczony odkryciem, że jego reakcja na te bodźce się zmieniła.

Lekcje są wykonywane tak powoli, lekko i przyjemnie jak to możliwe, bez napięcia i bólu. Celem nie jest trening tego co już znane, lecz odkrycie nieznanych dotąd reakcji wewnątrz siebie, by poprzez to nauczyć się lepszego, wewnętrznie spójnego sposobu działania.

Koniec fragmentów artykułu.

  • bodźce aferentne to takie, które docierają do mózgu i są tam przetwarzane - bodźce czuciowe
  • bodźce eferentne to takie, które wychodzą z mózgu - bodźce wykonawcze. przyp, tłumacza.

gdyby jednak,

  • komuś bardzo brakowało o-błędnego koła, (nawet z nie wiadomych powodów)
  • kiedyś miał, potem je stracił i tęsknił za nim bardzo
  • słyszał dużo dobrego o błędnych kołach i ma wielką potrzebę zaposiadania takowego

To na pewno nie będzie problemu, by się dać w jakieś wkręcić, wpaść w jakieś przypadkowo, czy odkopać stare zardzewiałe, zapomniane błędne koło na strychu lub piwnicy.

Domyślam się, że można takie koło nawet nabyć w drodze transakcji, gdyż ponieważ co jakiś czas można zobaczyć takie np. hasła reklamowe:

  • kup dwa błędne koła, jedno otrzymasz gratis, wstąp już dziś...
  • specjalna około świąteczna promocja błędnych kół, tuż za rogiem...
  • zamów swoje błędne koło już dziś
  • tylko do końca roku błędne koło z 22 % vat (-u)
    albo
  • tylko w ten weekend błędne koło bez vat (-y)
  • nie zwlekaj, wejdź na www.blednekolo.kom , dostawa pod choinkę gwarantowana

gdyby jednak
ktoś miał ochotę
swojego błędnego koła
się pozbyć,
przerwać je,
wyrzucić w diabły,
lub po prostu ciekawie poćwiczyć
nauczyć się czegoś o sobie
pozbyć się tego i owego by poczuć się lepiej ze sobą
to
zapraszam na warsztaty
z Metody Feldenkraisa

pozdrawiam jacek paszkowski

17.12.2010
17 wielbłądów, stara kobieta i 3 łamigłówki ruchowe

Jest pewien paradoks w tym co robimy w Metodzie Feldenkraisa.

Moshe Feldenkrais mawiał, "... niemożliwe staje się możliwe..." a, zatem robimy coś czego wcześniej nie robiliśmy, co nie było dla nas możliwe. Ale osiągamy to, nie poprzez robienie tego co nie jest możliwe (np. mówiąc ".. no co, nie możesz? No spróbuj mocniej, no jeszcze trochę, jeszcze sto powtórzeń i dasz radę ... itd. trochę tak jak mucha, która chce wylecieć na zewnątrz waląc ciągle w szybę i kończąc w końcu na parapecie, mimo, że powyżej jest otwarty lufcik). Ale osiągamy to dzięki temu, że rozwijamy, urozmaicamy, modyfikujemy to ... co jest dla nas dostępne, możliwe.

A zatem "niemożliwe staje się możliwe..." dzięki temu co jest..... możliwe.

Jest taka arabska przypowieść . Ojciec rodu, odchodząc, podzielił swój majątek między trzech synów. A było to 17 wielbłądów. Pierwszemu oddał połowę, drugiemu jedną trzecią a trzeciemu jedną dziewiątą. Bracia długo się zastanawiali ale nie wiedzieli co zrobić, bo 17 nijak nie dzieliło się ani na połowę, ani na trzy, ani na dziewięć. Poszli więc do starej kobiety po radę. Głowiła się nad tym i, gdy przyszli ponownie po radę powiedziała, że też nie wie jak rozwiązać ich problem i jedyne co może im zaoferować to oddać im swojego jedynego wielbłąda. Bracia przyjęli tego wielbłąda i okazało się, że nagle mając 18 wielbłądów, starszy dostał 9 (czyli połowę), drugi dostał 6 (czyli jedną trzecią) a najmłodszy dostał 2 (czyli jedną dziewiątą), co w sumie daje . 17 wielbłądów. Z tego podziału został im ciągle jeden wielbłąd, którego oddali starszej kobiecie.

Tak myślę, że w Metodzie Feldenkraisa jest czasem podobnie. Mamy jakiś problem do rozwiązania, jakąś łamigłówkę cielesną do rozwikłania, do rozłożenia i ułożenia. I nie wiemy jak to zrobić. I kombinujemy początkowo, na znane nam sposoby i nijak nie znajdujemy rozwiązania, aż sięgając po jakiś niby przypadkowy, brakujący element, lub też rozwiązanie, które początkowo było poza naszym zasięgiem, wyobrażeniem, czy nie mieściło się w  naszym obrazie samego siebie (poprzez np. zmianę ułożenia ciała, zmianę tempa, wyłączenie jakiejś części ciała z ruchu, zmianę oddechu, zaangażowanie czegoś co wcześniej nie brało udziału itd.) otrzymujemy rozwiązanie zadania, napotkanej, w danej lekcji cielesno umysłowej zagadki.

Skąd przychodzi rozwiązanie? Może po prostu ze znajomości arytmetyki. Ale może też, albo przede wszystkim z otwartości na nowe rozwiązania, które początkowo pozostawały poza zasięgiem naszej wyobraźni. Z umiejętności zatrzymania się, uświadomienia sobie tego co robimy i poszukania nowego. Z ciekawości, czasem frustracji. Z wrażliwości i umiejętności oceny czy to co robimy jest tym samym co przed chwilą robiliśmy czy już czymś innym, a  jeśli czymś innym to, czy z tą nowością jesteśmy bliżej, czy też dalej tego, co zamierzaliśmy.

Do przypowieści o wielbłądach można porównać historię o  człowieku, który szuka czegoś pod latarnią. Podchodzi drugi i  pyta, czego szuka. A on na to, że zgubił klucze i wie, że zgubił je gdzieś z tyłu domu, ale tam jest ciemno, są straszne krzaki i  nic nie widać więc szuka tam, gdzie przynajmniej jest jasno.

A jak Ty poszukujesz?

Trzy krótkie zabawy ruchowe. Które może pomogą Ci odpowiedzieć na to pytanie.

1. Złącz dłonie całą powierzchnią (tak jak np. do modlitwy). Wyobraź sobie, że to jest książka. Na ile sposobów można tę książkę otworzyć?

2. Otwórz buzię, poczuj co się porusza. Co dokładnie dzieje się, gdy otwierasz buzię?

Czy możesz otworzyć buzię tak by broda, jej czubek i cała reszta nie poruszyła się w przestrzeni?

3.Usiądź z nogami z boku, np. kolana z prawej a stopy z lewej. Kolana szeroko. Tzw siad boczny. Teraz usiądź z nogami po drugiej stronie. Jak to zrobiłaś/eś, tzn w jaki sposób usiadłeś/aś z nogami po drugiej stronie? Na ile sposobów możesz to zrobić?

No, na ile? 3 sposoby? 7 sposobów? A  może 17? Co Cię ogranicza? Co mnie ogranicza?

Co nas ogranicza w znalezieniu innego rozwiązania? Jak można nauczyć się znajdowania rozwiązań które początkowo są poza? I, czy Feldenkrais ma na to odpowiedź?

[wróć na początek]