Artykuły, publikacje

Jak zasznurować buty z klamerką
Liz Dickinson

Poniżej prezentujemy fragment tekstu z niepublikowanej książki autorstwa Liz Dickinson, wieloletniej nauczycielki metody Feldenkraisa, zatytułowanej "Jak zasznurować buty z klamerką". Książka poświęcona jest jej córce "Nicky", która najprawdopodobniej miała udar przed urodzeniem. Wybrane przez nas fragmenty opowiadają o tym, jak Liz przyprowadziła Nicky na otwarcie programu szkoleniowego Feldenkraisa w San Francisco.

NAUCZYCIEL

Moshe Feldenkrais lubił mawiać, że "słowa stanowią podsumowanie tego, o czym się myślało". Kiedy lekarze w szpitalu uniwersyteckim powiedzieli nam, że nie będziesz potrafiła myśleć, popełniłam błąd nie pytając ich jakie myślenie za tym stało. Co, u licha, myśleli, mówiąc że nie potrafisz myśleć? Zresztą, czym jest myślenie?

Ten sam Feldenkrais powiedział, że jego wyjątkowy dar polega na tym, że każdą abstrakcyjną myśl potrafi cofnąć do konkretnego wydarzenia, które za nią stoi i spowodować nowe działanie. "To dopiero jest myślenie", powiedział.

1975

Nie pamiętam chwili, w której przestałam patrzeć na tył marynarki odchodzącego męża a  zobaczyłam podchodzącego do nas zaokrąglonego mężczyznę, podobnego do Buddy: łysa głowa otoczona aureolą białych włosów, biała koszula porządnie włożona do czarnych wypchanych spodni, miękkie buty jakich używa się do sztuk walki. Ale jakoś znalazłyśmy się tutaj, na podłodze, w pierwszym z wielu rzędów rozgadanych, ubranych w dresy i koraliki nieznajomych z planety, której jeszcze nie poznałyśmy.

Przy drzwiach przywitała nas kobieta w hipisowskiej spódnicy, przypięła nam plakietki z  imionami, na wypadek gdybyśmy straciły orientację, i uśmiechnęła się do Nicky.

Człowiek-Budda płynie przejściem, które w magiczny sposób otwiera się przed nim wśród rzędów ciał, dociera do przodu sali i opuszcza się na metalowe kuchenne krzesło niczym na tron. Kobieta-hipiska zakłada mu na szyję mikrofon.

"Usiądźcie", mówi człowiek-Budda. Mimo, że wszyscy leżymy na pokrytej niebieską wykładziną dywanową podłodze, gwałtownie siadamy - poza Nicky, która siedziała od samego początku.

Kobieta pochyla się do jego mikrofonu i ogłasza "Połóżcie notatniki i buty przy ścianie, żeby nie zajmowały miejsca".

Robi się zamieszanie gdy ludzie wykonują polecenie i ustawiają buty w rzędzie. Przeważają klapki i sandały Birkenstock. Nicky i ja mamy nowe białe tenisówki. Przynajmniej szybko je znajdziemy, mówię do kogoś w  birkenstockach, aby zamaskować zakłopotanie wynikające z  nieznajomości etykiety ubioru przyjętej w San Francisco.

Po powrocie na miejsca Nicky opiera się o mnie. Próbuję ją wyprostować, rozdzielić nas, abyśmy były dwiema osobami, jednak ona wciąż opada na mnie. Budda zerka w  naszym kierunku, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nie widzę tego bez okularów, które zostały przy ścianie, włożone do tenisówek.

"Połóżcie się proszę", chrypi mikrofon. Ktoś dostraja głośność. Niektórzy kładą się na brzuchu, inni na plecach. Wybieram pozycję na boku, żeby móc obserwować Nicky, która jako jedyna siedzi.

"Na plecach", krzyk do mikrofonu.

Pociągam Nicky ku sobie, turlam ją na plecy. Feldenkrais stoi nad nami, a za nim ciągnie się kabel od mikrofonu. Nicky zamyka oczy. Moje są szeroko otwarte. Feldenkrais śmieje się cicho do mikrofonu. W sali zalega cisza. Feldenkrais idzie wzdłuż przejścia i oddala się od nas. Zamykam oczy. Mówi, że opowie nam kawał. O mężczyźnie, który podczas sikania trzyma penisa pałeczkami. Wszyscy zaśmiewają się. Ja nie rozumiem. Może, gdybym była mężczyzną…

"Aby uczenie się było autentyczne, musi być śmiech," Feldenkrais mówi do mikrofonu. To mnie chyba wyklucza. Na to między innymi narzekał Josh - nie śmieję się z kawałów.

Potem mówi, że ponumeruje kawały, i będzie podawał tylko numer. To przyspieszy proces uczenia się. Wszyscy śmieją się i brzmi to jak śmiech nagrany na taśmie. Mój śmiech jest tak głośny, że wszyscy na mnie patrzą.

"Uczenie się bez śmiechu to tylko próba uczenia się, a to już potraficie robić". Teraz on się śmieje. Pozostali milczą.

Głowa Feldenkraisa podskakuje zataczając koła, jak wskazówka po kole fortuny, aby w końcu zatrzymać się na twarzy Nicky. Ona również patrzy na niego. Feldenkrais porusza uszami. Nicky nie śmieje się.

"Jeżeli w tej sali jest choć jedna osoba, która nie uczy się – proces nauczania jest nieudany" – Feldenkrais mówi do mikrofonu. Skrycie błagam Nicky, by się uśmiechnęła.

"Połóżcie się proszę na podłodze" mówi Feldenkrais. " NA PLECACH, NIE NA BRZUCHU", chociaż i tak leżymy już na plecach.

Myślę, że użyje słowa głupki, ale nie. Używa słowa "idioci". Zastanawiam się, czy słowo idiota mogłoby paść u nas w domu przy stole, ale wszystko mi jedno. Nie odrywam się od podłogi.

"To ta część ciała którą macie z tyłu" głos mówi mi łagodnie do ucha. Otwieram oczy. Feldenkrais stoi obok Nicky, która siedzi.

"Nic nie zmieniaj", mówi, "bo nie będziesz wiedziała co robisz".

Przesuwam wzrok w górę wzdłuż nogawki spodni, wzdłuż białej koszuli i napotykam dwoje małych błyszczących oczu. Feldenkrais mruga do mnie.

"Kiedy wiesz co robisz, możesz zrobić to co chcesz", mówi. Znowu zamykam oczy, głos oddala się. Kiedy ponownie otwieram oczy, Nicky leży obok mnie na plecach, jakby zawsze tam leżała.

"Jeżeli ktoś leży wystarczająco długo na plecach, na pewno coś zmieni, więc nie musicie nic robić". Do jego śmiechu dołącza się kilka osób.

"To wkład Freuda", mówi, "nie mogę przypisywać sobie zasługi za tę myśl".

"Zresztą Freud też nie", mówi dalej, "to jest prawo powszechnego ciążenia".

Moja dolna cześć pleców, która była wygięta jak most zwodzony podniesiony by przepuścić pojazdy, nagle rozpłaszcza się na podłodze.

"Ludzie, którzy siedzą leżąc albo leżą siedząc, nigdy nie wiedzą gdzie są, ale zawsze pytają kim są." Znów się śmieje, w pojedynkę.

"Zmień coś, a wtedy zmienisz stosunek ciała do grawitacji." Mówi, że udziela nam teraz lekcji, ale nikt nie słucha.

"Nie ma czegoś takiego jak nauczanie" , mówi, "tylko uczenie się" .

"Podnieście lewą rękę nad głowę."

"NAD GŁOWĘ ZNACZY NAD WASZĄ GŁOWĘ, NIE NAD GŁOWĘ KOGOŚ INNEGO".

Podnoszę głowę, żeby zobaczyć czy dobrze to robię, ale nie wiem. Niektórzy mają ręce podniesione do sufitu, inni trzymają ręce na podłodze. Ja trzymam rękę na podłodze. Oczywiście Nicky nie ma w ogóle podniesionej ręki. Chodzi o jej lewą rękę.

"Wstańcie proszę", wydaje polecenie, "i teraz podnieście rękę nad głowę." "Pozostawcie rękę w tej pozycji i znów się połóżcie". Ręce wszystkich leżą na podłodze. "Nad głową znaczy nad głową, nieważne gdzie się znajdujecie", jego głos łagodnieje. "Głowę zabieracie ze sobą, jesteście centrum waszego świata".

"Jeśli nie wiecie gdzie jest wasza głowa, jak możecie jej używać - pozwalacie na to komuś innemu," Feldenkrais śmieje się do siebie.

Mikrofon trzeszczy i nagle przestaje działać. Siadam i widzę, jak kobieta zdejmuje mikrofon z szyi Feldenkraisa. Feldenkrais podchodzi do Nicky, która leży na podłodze z lewą ręką wyciągniętą do sufitu. "Jesteście posłusznymi krowami", mówi Feldenkrais i muczy poza mikrofonem. Ludzie zaczynają siadać by zobaczyć co mówi i widzą Nicky.

"A ona jest geniuszem", mówi, "Robi co chce".

Chcę go poprawić, nie, ona jest upośledzona, nie zdaje sobie z niczego sprawy.

Feldenkrais robi ruch by odzyskać swój mikrofon.

"Ale prawdziwe krowy są lepsze w  tym niż wy, więc dajcie sobie spokój", mówi. "Waszym zadaniem jest być ludźmi, a moim - stworzyć wam warunki, w których będziecie mogli wykonywać wasze zadanie".

UCZENIE SIĘ

Mówiłaś, że nie lubisz szkoły bo nie daje ci czasu na uczenie się. Ta szkoła była inna. Nazwałaś nauczyciela Świętym Mikołajem. Nauczył cię czegoś, czego większość ludzi uczy się przez całe życie. Tobie zajęło to 45 minut. Mam to nagrane na taśmie video.

Przenosimy się do mniejszej sali wyłożonej zieloną wykładziną dywanową. Na ruchomym statywie ustawiona jest kamera a Moshe Feldenkrais przysiadł lekko, ignorując swoją nadwagę, na małym drewnianym taborecie przy końcu niskiego stołu pokrytego brązową sztuczną skórą. Przypominająca głowę Buddy okrągła głowa otoczona aureolą siwych włosów obraca się jak peryskop, śledząc jak każdy z nas wchodzi do pokoju, jakby to on był widownią a my aktorami. Zajmuję miejsce w pierwszym rzędzie, pociągam Nicky ku sobie na sąsiednie krzesło. Powiedziano mi, że Feldenkrais będzie z nią pracował w ramach pokazu dla znanego lekarza.

Za ostatnim studentem wchodzi lekarz: siwa broda, gęste włosy w tym samym kolorze, średniego wzrostu, nagie opalone muskularne ramiona wystające z białego t-shirta włożonego w wyblakłe niebieskie dżinsy. Feldenkrais prosi o umieszczenie stołka po swojej prawej stronie. Znany lekarz przysiada na stołku i zwija się krzyżując ręce i nogi.

Stojący mikrofon nagle wzmacnia nazwisko lekarza i wyrzuca w powietrze do wszystkich obecnych. Nie chwytam nazwiska, ale dźwięk mikrofonu zaskakuje Nicky. Widzę, jak obraca głowę w lewo a jej oczy zastygają jak na egipskim fryzie. Trwa to zaledwie sekundy. Znany lekarz pochyla się do ucha Feldenkraisa, a jego szept zostaje wzmocniony przez wiszący mikrofon.

"Nie może pan z nią pracować", mówi autorytet, "Miała właśnie atak".

Feldenkrais przekrzywia głowę, "Zapytam ją", mówi. Chce mi się płakać.

"Czy chcesz mieć lekcję?" mówi najsłodszym, najłagodniejszym głosem. Jakby anioł przemówił, tyle że nie do mnie.

Nicky kieruje na niego przytomne spojrzenie, jak gdyby nigdy nic. Kiwa głową na "tak".

Wypuszczam oddech, który nieświadomie wstrzymywałam i czuję jak moje pośladki rozluźniają się i opadają na siedzenie krzesła. Jest bezpieczna, myślę, choć ja nie czuję się bezpiecznie.

Oczy okrągłego Buddy patrzą prosto w moje do czasu aż rozluźniam uchwyt palców na dłoni Nicky. Zaprasza ją do położenia się na stole przed nim.

"Połóż się na plecach", mówi. Nicky kładzie się w poprzek na brzuchu, jej stopy zwisają z  jednej strony.

Chcę wyjaśnić, że Nicky nie potrafi wykonywać poleceń. To nie jest jej wina, jest upośledzona. (Uwaga Wydawcy: Dorosła Nicky poprosiła by zaznaczyć w tym miejscu, że stanowczo nie jest upośledzona!) Wstaję by ją obrócić, ułożyć tak jak powinna leżeć. Myszka Miki naszyta z  tyłu jej koszulki patrzy w sufit.

Feldenkrais podnosi dłoń a potem opuszcza ją: wraz z dłonią opadam na krzesło, jakby było między nami połączenie.

"My nie jesteśmy ważni" mówi Feldenkrais. Mikrofon zakłóca jego słowa trzeszczeniem. Asystentka szybko odsuwa ramię mikrofonu. Feldenkrais patrzy na nią z gniewem, jak mogła do tego w ogóle dopuścić

. Potem zapomina.

"To ona jest ważna", mówi Feldenkrais, wskazując głową na Nicky.

Na widowni rozlega się szuranie stóp, ludzie poruszają się by zobaczyć o czym mówi Feldenkrais. Pochylam się całym ciałem starając się zasłonić jej zgiętą nogę, jej zakrzywioną rękę, jej…

"Ona jest ważniejsza niż matka" Feldenkrais śmieje się stłumionym śmiechem.

Oczy zwracają się ku mnie i  przyłapują na błędzie, jak cesarza w nowych szatach. Potem Feldenkrais zapomina o mnie.

"Dziś będziemy uczyć się integracji funkcjonalnej" mówi.

"Czego?" pyta student.

Mikrofon znowu podjeżdża do Feldenkraisa, ale on odpycha ramię mikrofonu. Pytający zwraca się do mnie i szepcze "Czego?", ale zanim zdążę odpowiedzieć, że nie wiem, Feldenkrais stuka w prawą stopę Nicky, jak oszust karciany dający sygnał partnerowi, a ona obraca się na plecy z  zamkniętymi oczami. Felenkrais prostuje ją aby leżała pośrodku stołu i prosi o podłożenie wałka pod jej kolana.

"Ja też położyłbym się na brzuchu, gdyby gapili się na mnie jak na zwierzę w zoo", mówi.

"Tylko, że to wy jesteście zwierzętami, a nie ona," mówi i obraca głowę tak, aby objąć wzrokiem wszystkich.

Zgodnie z poleceniem odsuwamy krzesła od stołu. Tylko znany lekarz może przyglądać się z  bliska. Feldenkrais mruga do Myszki Minnie naszytej na przodzie koszulki Nicky jakby szykował się do zrobienia kawału całemu światu.

Bierze mały drewniany stołeczek, taki na jaki wchodzą dzieci żeby sięgnąć do umywalki, i  przykłada do podeszwy lewej, wygiętej stopy Nicky. Czeka, aż palce stopy dotkną go.

Odsuwa siedzenie stołka i zaczyna od nowa. Tym razem zaczyna od małego palca i dalej, palec po palcu, dotyka każdego z nich delikatnie, wysyłając oddzielne zaproszenia do niewidzialnego partnera. Duży palec odmawia posłuszeństwa, odstając od siedzenia jak maszt; spastyczność wynikająca z  porażenia mózgowego, jak mówią lekarze; trudność z mierzeniem buta, jak mówią sprzedawcy w sklepie obuwniczym. Feldenkrais przekrzywia głowę z boku na bok jakby zastanawiał się jak przekonać duży palec do świata, którym do tej pory był niezainteresowany. To nie wina dużego palca.

Z delikatną stanowczością przyciska siedzenie do pozostałych czterech palców. Poczeka, nawet gdyby miało to trwać w nieskończoność. Znany lekarz pochyla się i kręci głową, "nie", to niemożliwe. Grupa wychyla się ku przodowi. Ja też wychylam się ku przodowi, już nie jako matka ale jako członek grupy.

Duży palec drży, a następnie powoli, małymi skokami, przybliża się do siedzenia, by spocząć na nim płasko. Wszyscy uśmiechają się, znany lekarz też. Wygraliśmy, choć nie wiemy co.

Wszystkie pięć palców dotyka teraz siedzenia. Feldenkrais uderza piętę drugim końcem jak na huśtawce. Noga staje na baczność.

"To dopiero jest stopa," mówi Feldenkrais.

Nicky uśmiecha się z zamkniętymi oczami.

"Nie musi tego widzieć," mówi Feldenkrais "ona wie."

"To jej stopa".

Feldenkrais zwraca się do znanego lekarza.

"Widziałem," mówi sławny lekarz zanim Feldenkrais zdąży zapytać.

Feldenkrais promienieje.

"Z neurologicznego punktu widzenia nie da się tego zrobić, nie da się zmienić spastycznej stopy w  normalną," mówi lekarz. "To cud."

Ta wypowiedź prowokuje kolejne słowa Feldenkraisa.

"To nie jest cud," mówi Feldenkrais, "Każdy może to zrobić. Moi studenci mogą to zrobić."

Uśmiecha się do nas promiennie jakbyśmy już to potrafili. Potem dodaje, "Kiedy będą wiedzieli co robią." Nikt z nas nie wiedział.

"Ale to nie ja to zrobiłem," mówi, jakby opamiętując się, "To ona to zrobiła."

Sprawia, że kamera skupia się na Nicky, pomijając jego, pomijając znanego lekarza. Oczy Nicky są wciąż zamknięte.

"Podobnie jak życie, prawdziwa podłoga była dla niej zbyt twarda," mówi Feldenkrais, "Teraz podłoga podąża za nią, a ona może nauczyć się chodzić jak zwykły człowiek."

Sięgam pod krzesło po notatnik żeby zapisać jego słowa.

"Kiedy zrozumiesz - zapamiętasz; nie będziesz musiała robić notatek," mówi, patrząc na mnie. Odkładam notatnik pod krzesło, puste kartki, i mam nadzieję że zapamiętam.

"Robicie notatki bo myślicie, że zapomnicie," Feldenkrais mówi do grupy, "ale zapominacie bo myślicie, że nie jesteście wystarczająco dobrzy".

Feldenkrais podnosi taboret na którym siedzi i przenosi na drugi koniec stołu. Znanemu lekarzowi mówi, by pozostał na swoim miejscu i czeka, aż kamera podąży za nim. Siadając u szczytu stołu ujmuje głowę Nicky jakby chciał umieścić ją na kolanach. Kładzie lewą dłoń Nicky na jej czole. Wybrzuszenie na jej lewym nadgarstku spłaszcza się, a następnie dostosowuje się do kształtu głowy. Kiedy Feldenkrais kładzie jej lewą rękę z powrotem na stole, układa się tak samo jak prawa. Feldenkrais uśmiecha się do siebie.

W tej chwili są tylko oni dwoje, nikt więcej.

"ROZLUŹNIŁA SIĘ", ktoś w  pokoju wstaje i krzyczy.

"NIE UCZĘ ROZLUŹNIANIA" odkrzykuje Feldenkrais.

Mikrofon trzeszczy i charczy. Rękę Nicky łapie skurcz, za ręką idzie cała lewa strona aż do przygięcia nogi i stopy.

"Rozluźnienie prowadzi do zaśnięcia," głos Feldenkraisa łagodnieje, "To - prowadzi do przebudzenia".

Podnosi jej prawą rękę, kładzie swoją prawą dłoń na jej dłoni, obejmując czoło dziewczynki, przetacza jej głowę nieznacznie w prawo i z powrotem do środka. Potem podnosi jej lewą rękę, skurcz rozluźnia się, wybrzuszenie na nadgarstku spłaszcza, ręka mięknie, noga wydłuża się, stopa gotowa jest by stanąć.

"Jej system nerwowy jest mądrzejszy od naszych," mówi. "Ona wie co robić bez słów". Chociaż Feldenkrais używa trzeciej osoby, słowa są przeznaczone dla niej, nie dla nas.

"To z powodu waszej obecności muszę używać tych słów" mówi, a my wiemy do kogo mówi.

Nicky leży z głową przesuniętą w prawo. Feldenkrais naciska kręgi u podstawy jej szyi z prawej strony w kierunku lewej stopy, potem z lewej strony w kierunku prawej stopy. Przesuwa jej głowę z powrotem na środek, znowu pociąga ku sobie, naciska w kierunku miednicy. Potem znów kładzie głowę na stole. Żyje, myślę.

Feldenkrais chichocze i łapie Nicky za nos, przykrywa jej twarz dłonią. Czy to jakieś żydowskie błogosławieństwo? Kiedy odsuwa dłoń, oczy Nicky są szeroko otwarte. Patrzą na siebie jakby widzieli się pierwszy raz. My tylko podglądamy.

Podkładając jedną rękę pod jej nogi a drugą pod szyję i barki Feldenkrais kołyszącym ruchem zmienia pozycję Nicky na siedzącą. Nicky wygląda na zaskoczoną a  zaraz potem zadowoloną, że siedzi, jak dziecko któremu udaje się usiąść pierwszy raz. Feldenkrais lekko pociąga za tył spodni Nicky i dziewczynka staje, jakby stanęła pierwszy raz. Feldenkrais obejmuje głowę Nicky dłońmi i przesuwa nad prawą nogę, do czasu gdy jej lewa stopa odrywa się od podłogi. Potem przesuwa głowę nad lewą nogę, do czasu gdy prawa stopa odrywa się od podłogi. Nicky idzie. Feldenkrais puszcza jej głowę i Nicky przechodzi obok mnie, obok widowni, i wychodzi z sali.

"Już nigdy więcej przed lekcją nie położy się na stole po przekątnej", mówi Feldenkrais. "Zrobiła tak, ponieważ robiła lekcję dla was. Od tej pory będzie robić lekcję dla siebie." Spogląda na mnie.

Teraz nasza kolej, mówi. "Połóżcie się na podłodze. Na plecach, nie na brzuchu."

"To jest lekcja świadomości poprzez ruch. Na stole mamy lekcje integracji funkcjonalnej. To nie ja wymyśliłem te nazwy. Ktoś inny to zrobił," mówi.

"Przetoczcie głowę trochę w  prawo, a potem znów do centrum, do pozycji wyjściowej," mówi.

"Zwróćcie uwagę na prawy bark, prawą rękę, prawą stronę klatki piersiowej, prawą stronę miednicy, prawą nogę, powoli, powoli."

Jak wolno mogę poruszać się bez zatrzymywania? Tylko mój oddech przetacza się w prawo.

Mój prawy bark odnajduje podłogę, a może to podłoga odnajduje bark, moja prawa ręka, prawa noga, prawa strona klatki piersiowej, prawa strona miednicy. Nie prowadzona słowami moja prawa strona obraca się, przekręca na bok, prostuje się. Jestem swoją prawą stroną.

Czekam i czekam aż dołączy mój lewy bok, nie mogę się doczekać żeby powiedzieć o tym Nicky. Gdzie jest Nicky?

Znajduję ją w korytarzu, siedzi oparta plecami o ścianę, ramionami obejmując podciągnięte kolana.

"Chcę iść do domu," mówi, zła, zanim zdążyłam coś powiedzieć.

"Nie możemy iść do domu," mówię. To ostatnia rzecz jakiej chcę. Chcę pozostać tu na zawsze.

"Nie do domu, głupia," mówi Nicky. To jedyny raz, kiedy słyszę jak używa słowa "głupia". To słowo Adama, zakazane w naszym domu.

"Chcę iść do domu skrótem", mówi Nicky.

Schodzimy w  dół schodami Lone Mountain College, siłując się z wiatrem. Dopiero się wprowadziliśmy, mówię do Nicky, i znam tylko jedną drogę do domu.

Ale Nicky przechodzi przez ulicę, w kierunku innym niż ten, z którego przyszłyśmy, przez ogród. Musiała zbadać ten teren kiedy ja leżałam w sali. Przeraża mnie ta myśl. Mogła się zgubić i nic bym o tym nie wiedziała.

Razem zajmujemy całą szerokość ścieżki. Nicky wróciła do swojego asymetrycznego kroku. Jednak nic się nie zmieniło. Moje ciało zaciska się.

Nagle Nicky pochyla się. Spodziewam się, że będzie mała atak i pochylam się obok niej, czekając.

Nicky wyciąga prawą rękę i zrywa maleńki niebieski kwiatek ukryty w trawie - jeden z takich jakie bezwiednie rozdeptujemy idąc. Przekłada kwiatek do lewej dłoni, która jest zakrzywiona, jak zawsze.

"Patrz", mówi."

"Śliczny kwiatek," odpowiadam i  chce mi się płakać. Dlaczego nic nie może trwać?

"Nie kwiatek, głupia," mówi Nicky. "Popatrz, to moja ręka."

Obraca lewą dłoń w tę i w tamtą stronę. Pamiętam jak robiła to Rachel. Pamiętam, jak robił to Adam. Każde z nich miało wtedy mniej niż rok.

"Tak," odpowiadam ze łzami w  oczach.

Kwiatek wypada z dłoni Nicky na trawę. Powoli dziewczynka wstaje. Jednak nie będzie miała ataku, myślę, i chcę jednocześnie podziękować Bogu.

"To moja noga," mówi Nicky podnosząc lewą stopę i balansując na tyle niepewnie, że sięgam by ją złapać. Ale Nicky robi kolejny krok i nie upada. Prawa stopa. Lewa stopa. Szybciej, szybciej, biegniemy przez park. Przepuszczają nas ludzie z teczkami, którzy po pracy wracają skrótem do domów. Tą samą ścieżką idą matki prowadzające dzieci ze szkoły do domu.

 

Liz Dickinson zmarła w grudniu 2001 roku.

"Była dobrą Matką i dobrym nauczycielem Feldenkraisa. Mam zaszczyt uhonorować ją dzieląc się jej pracą ze Społecznością Feldenkraisa", mówi dziś Marcia Richmond Dickinson (Nicky). Marcia jest wdzięczna za to, że w  dzieciństwie mogła uczestniczyć w lekcjach integracji funkcjonalnej z doktorem Feldenkraisem, potem zaś przez lata uczestniczyła w lekcjach integracji funkcjonalnej prowadzonych przez matkę i innych nauczycieli. Obecnie Marcia mieszka w domu, w którym mieszkała z Liz. "Opiekowała się mną, kiedy potrzebowałam pomocy i jestem szczęśliwa, że ja mogłam zaopiekować się nią", mówi Marcia. Po operacji, której poddała się kilka lat temu, Marcia mogła ograniczyć przyjmowane leki, co poprawiło jej jasność myślenia i dodało sił. Poza pracą jako przedstawiciel do spraw kontaktów z klientami w Target Marcia codziennie wykonuje ćwiczenia fizyczne, śpiewa w chórze kościelnym i uczy się pilnie gry na keyboardzie obiema rękami. Lubi czytać i spędzać czas z dziećmi brata i siostry.


Za tłumaczenie bardzo dziękuję, Dorocie Banytce biegłej nie tylko w temacie tłumaczeń (www.translatelaw.pl) ale także zaprzyjaźnionej z Metodą Feldenkraisa

Jacek Paszkowski


[wróć na początek]