Artykuły, publikacje

PRZEBIERALNIA

W przebieralni znaleźć można trochę przemyśleń, myśli zebranych i rozebranych, tych które wysyłam w moich niusach, mailach, wieściach wszelakich. Są one co jakiś czas uzupełniane, więc zapraszam do zaglądania tu co jakiś czas. Życzę miłej lektury. Jacek Paszkowski



03.12.2013
Relaksacja, pewne skrzyżowanie w podwarszawskiej miejscowości i co to ma wspólnego z tym, że ktoś mnie nienawidzi?


W Metodzie Feldenkraisa jesteśmy tropicielami. Tropimy ruch. Zarówno my, którzy robimy sobie lekcję leżąc na podłodze, czy stole (gdy robimy lekcję Integracji Funkcjonalnej) jak i my, którzy tę lekcję prowadzą - czyli nauczyciele. Wyszukujemy go w najskrytszych zakamarkach, wyciągamy z miejsc, gdzie się schował i mówimy: patrz oto jest ruch, a go nie było. Nowy ruch, nowa możliwość, nowe drzwi się przed tobą człowieku otwierają byś jeszcze bardziej wolnym człowiekiem mógł być.

Błądzimy przy tym, że hej, włazimy w ślepe zaułki, obijamy się jak ślepcy o winkle nieistniejących ścian, potykamy o kłody wyimaginowanych przeszkód. No właśnie, czy aby na pewno nieistniejących i wyimaginowanych?

Dawno już temu jechałem odwiedzić koleżankę mieszkającą w podwarszawskiej miejscowości przy ul. Żabiej 47. Była jesienna siąpawica, chłodno, wietrznie i już całkiem ciemno. Popsute drogi zastąpione jeszcze bardziej popsutymi objazdami. A ja chciałem na skróty i wyszło odwrotnie. Spóźniony byłem już prawie godzinę a bardzo tego nie lubię. W końcu dojeżdżam do tej miejscowości i jadę ulicą Żółwią. Z mapy wiem, że Żółwia dojeżdża do Żabiej. Tak też było. Stoję na krzyżówce Żabiej i Żółwiej i zastanawiam się, w którą stronę Żabiej skręcić. Z ciemności głębokiej, zabrudzonej jedynie cieniem cienkiej żarówki wiszącej gdzieś daleko wyłania się dwóch panów. Jeden niewidomy, dzierży pewnie w dłoni białą laskę. Idzie pod rękę z kompletnie pijanym. Niezła para, myślę sobie i pytam w którą stronę jest na Żabiej numer 47. A oni chóralnie: "aaa do Tereski" i jednocześnie pokazują palcami... w przeciwne strony.

Zupełnie jak w lekcji Metody Feldenkraisa. Gdzieś ten ruch powinien być. Albo przynajmniej taka komenda pada z ust prowadzącego. Choć to bardziej wskazówka, zaproszenie, sugestia kierunku poszukiwań. Ten kierunek wynika ze naszej budowy, jest uwarunkowany anatomicznie, nie jest tak całkiem z wzięty kosmosu. (Choć czasem kosmos oferuje ciekawe jeszcze niezbadane kierunki poszukiwań). Nasze kosteczki są tak poskładane i zgrabnie połączone więzadłami oraz ślicznie opakowane w cienką sieć powięzi, że powinny się tak ruszać. A co jeśli za nic w świecie nie chcą? Nie dociera do nas ta komenda, może nawet uważamy, że prowadzący zwariował prosząc nas o coś co jest po prostu N I E M O Ż L I W E. Bo inaczej być nie może. Tego ruchu nie ma na naszej mapie świata. Żadna droga tam nie prowadzi. Jest wielka biała plama z napisem "teren niedostępny".

Niedawno zadzwoniła do mnie pani. Przedstawiła się i na starcie powiedziała, "pan mnie nie zna, ale ja pana znam już od dawna. Zrobiłam już wiele pana lekcji." Okazało się, że mieszka daleko daleko, w środku lasu, w leśniczówce i od dawna razem z rodziną ćwiczą regularnie Feldenkraisa. I, gdy tak miło sobie rozmawialiśmy, w pewnym momencie słyszę: " bo wie pan są takie momenty, kiedy mówię sobie w czasie lekcji "nienawidzę cię Paszkowski". I wtedy wiem, że znów się z jakąś swoją górą spotkałam".

Nie kryję, bardzo mi się to porównanie spodobało. Bo to poszukiwanie ruchu w sobie jest często jak zderzenie z własną osobistą górą. Ruch, który w jakimś miejscu czy konfiguracji ciała, drzemie uśpiony, po prostu nie chce się wredota jedna obudzić. Próbujemy na wszystkie (tak nam się wydaje) sposoby a on ani rusz.

Jest taka nagrana lekcja Integracji Funkcjonalnej, którą Moshe Feldenkrais zrobił z małą dziewczynką z porażeniem mózgowym w trakcie treningu w San Francisco. W pewnym momencie widać jak ciało dziewczynki staje się coraz bardziej miękkie, zaciśnięta dłoń się otwiera, plecy luźniej opadają do podłoża. Ktoś z obserwujących lekcję powiedział do sąsiada siedzącego obok: "popatrz ale się zrelaksowała". Feldenkrais reagował na to słowo jak byk na czerwoną płachtę i krzyknął: "To nie jest relaksacja. Relaksacja jest do uśpienia, a to co my robimy jest po to, by się obudzić".

A zatem lekcja jest tak skonstruowana, poprowadzona, instrukcje tak podawane, słowa podczepione do nici ciągnących za zmysły po to, by obudzić się, by obudzić między innymi ruch tam, gdzie może być a z jakiegoś względu go nie ma.


  • Bo żeśmy nigdy tam nie zaglądali i go nie odkryli czy nie poznali i tego ruchu na naszej mapie ciała najnormalniej w świecie nigdy sobie nie narysowaliśmy.
  • Bo żeśmy go schowali celowo. Świadomie lub nie. Feldenkrais w jednym wywiadzie używa takiego przykładu, że dziewczynka w dzieciństwie, gdy siedzi z nogami rozchylonymi może usłyszeć taki przekaz "nie siedź tak, bo to nieprzyzwoite, grzeczne dziewczynki nie rozchylają nóg" itd. Potem okazuje się, że mięśnie ud tak się przyzwyczaiły trzymać nogi razem, że przy każdym ruchu czy pozycji będą napięte, by te nogi trzymać razem i mimo że optymalna mechanika ruchu wskazywała by inaczej one i tak będą ściśnięte.
  • Albo może ruch tam był ale coś się wydarzyło, np. złamaliśmy kość i to złamanie spowodowało, że zaczęliśmy poruszać się inaczej z wyłączeniem tego ruchu. I potem tak nam zostało.
  • Lub wiele innych powodów.

A potem, gdy leżąc na podłodze słyszymy komendę która zupełnie nie dźwięczy ani w naszej głowie a tym bardziej w ciele możemy się czuć tak jak ja, wtedy na tym skrzyżowaniu Żabiej z Żółwią gdy dwaj panowie pokazali palcami w przeciwne strony.



06.04.2014
Tera, zara, i o tym jak utknąłem w potrzasku i jeszcze o wolności wyboru według Moshe Feldenkraisa.


Siedzieliśmy pod ścianą, na ławce. Cała grupa, wszyscy spadochroniarze na roku, którzy mieli już po dziekance, powtórce, i innych opóźnieniach na karku. Przypatrywaliśmy się zajęciom z dziećmi ze skoliozami, na oddziale leczenia skolioz w Konstancinie. Dzieci podzielone na dwa zespoły w sztafecie miały do przebiegnięcia tor przeszkód. Było nierówno w drużynach więc pani prowadząca spojrzała w naszą stronę i zawołała hej studenci, który się ruszy i dołączy do drużyny by było po równo? Spojrzeliśmy po sobie, zwieszając głowy jakbyśmy się wszyscy chcieli schować pod ławeczkę, na której siedzieliśmy. Głupio było by pani i dzieciaki czekały więc się zgłosiłem, założyłem karnie szarfę na ramię i czekałem swojej kolejki. Trzeba było przeczołgać się po podłodze, na kocyku, na kolanach, same symetryczne ćwiczenia wzmacniające mięśnie grzbietu. Jednym z elementów było przeczołganie się pod ławeczką lekarską. I tam... utknąłem. Konkretnie zad mój utknął. Ani w te, a ni we wte. Silny byłem wtedy strasznie więc się rwę, wyrywam, szamoczę, moja grupa robi siku w majtki ze śmiechu, leżą już na podłodze, dzieciaki się wściekają bo przeciwna grupa już ich wyprzedza poza szanse doścignięcia. No po prostu komedio dramat. Choć dla mnie bardziej to drugie, rysa na honorze, że hej i wcale nie było mi do śmiechu. Po dłuższej chwili, gdy koledzy już się z podłogi pozbierali i ogarnęli, pomogli odginając ławeczkę i wyswobodzili mnie z drewnianego uścisku.


A Moshe Feldenkrais mówił (mówiąc o judo), że najwięcej można się nauczyć, gdy jesteśmy wytrąceni z równowagi. Co przenosząc na moją sytuację w potrzasku można przetłumaczyć, "w trudnej sytuacji". Pod warunkiem. , że wiemy jak się uczyć. Ja chyba jeszcze wtedy nie wiedziałem, a siłą była dla mnie kierunkiem poszukiwania.
Bo co robić, gdy siłowy wariant nie rozwiązał sytuacji, co gdyby tak się uspokoić, rozluźnić, pozwolić napięciu się rozpłynąć by móc w takiej zmiękczonej formie przedostać się pod ławeczką.
Ale wtedy nie miałem jeszcze setek lekcji feldenkraisowych za sobą, miałem za to wpojoną zasadę citius, altius, fortius, z którą się tak chętnie identyfikowałem i w której tak świetnie się odnajdywałem. Bo też nie miałem wiedzy i świadomości, że można inaczej. Lekcji, które pokazują jak zrobić coś inaczej, gdy dotychczasowa strategia się nie sprawdza. Lekcji, które pokazują jak szukać w sobie zasobów do rozwiązania zagadki. Lekcji, które są ruchowym i zmysłowym placem zabaw, poligonem, na którym doświadczamy siebie w niewyobrażalnych konfiguracjach i na dodatek odkrywamy jak zrobić je jeszcze łatwiej i na wiele sposobów.


To na wiele sposobów to coś co Moshe określał, jako furtkę do odzyskania naszej ludzkiej (homo sapiensowej) godności, umiejętność zrobienia czegoś nie na dwa sposoby, ale na co najmniej trzy lub więcej. Bo znając jeden sposób jest się automatem, dwa sposoby to na przykład tak jak, tak i nie. Albo nie i tak. Tak czy siak to jeszcze nie pełna wolność wyboru. Dopiero od trzech sposobów w górę, w dół i na boki otwiera się wolność wyboru a wraz z nią nasza ludzka godność, do której Moshe tak często nawiązywał, a którą gdzieś zdarzyło się człowiekowi po drodze zgubić i nawet tego nie zauważyć.


Jakiś czas temu, będąc w Krakowie na warsztacie, szedłem sobie Rynkiem Krakowskim. Był Empik na rynku, nie ma Empiku. Na jego miejscu powstaje dom mody. Na banerze wielki napis. ZARA WKRÓTCE OTWARCIE. Od razu wyjaśnię, że ja wiem co to jest Zara. Ale moje pierwsze skojarzenie nie idzie do tej Zary. Moje myśli przyczepiły się do tego, że słowa zara i "wkrótce" są użyte jedno po drugim i że . zaraz zaraz ktoś się właśnie powtórzył. No bo po co pisać zara i zara(z) po tym wkrótce? A no po to, bo słowo zara i słowo wkrótce skierowane są do różnych osób. Są tacy, którzy zareagują na "zara" a są tacy, (do) których to słowo nie trafi ale przemówi do nich "wkrótce". Tak czy siak cel zostanie osiągnięty bo maksymalna ilość osób otrzyma ten oczekiwany przekaz. No więc, ja zamiast o modzie to o czym innym myślałem, myśląc jak sprytnie to sobie państwo od banera wymyślili. I w sumie bardzo mi się to spodobało, bo jakoś skojarzyło mi się to z Feldenkraisem. I z tym jak ostatnio ktoś pytał mnie o użycie słów w Metodzie, o moje doświadczenia oraz o to czy tego się uczy na treningu. Tak czy siak w trakcie lekcji nie jest czasem łatwo dobrać słowo. Ci z Was, którzy uczestniczycie w zajęciach wiecie doskonale jak ja się czasem naszukam w swoim słowniku odpowiedniego słowa. I zwykle szukam wśród tych, mi znajomych, tych które potwierdzają moje . no właśnie MOJE świata widzenie i sprawy rozumienie. A przecież to nie siebie mam poinstruować jak i w którą stronę się obrócić. I wkrótce po rozpoczęciu poszukiwania, albo też. zara ... już wiem. Albo nie. I wołam o pomoc. Bo kto inny zareaguje na "wkrótce" a kto inny na "zara". Jedno i drugie komu innemu zaświeci w głowie lampkę informującą, że za chwilę się coś wydarzy. Często Feldenkrais mówił o tym jak do słów są podczepione znaczenia i jak te znaczenia upośledzają nasze wolne myślenie. Bo posługując się słowami - NASZYMI SŁOWAMI, tymi w których wyrośliśmy i z których wyrośliśmy być może już na starcie jesteśmy na przegranej do wolnego myślenia. Bo, czy wolne oznacza niczym nie ograniczone? Ale opisując je słowami już nadajemy mu cechy uwarunkowane naszą konkretną historią zapisaną w słowach, które tworzą nasz życiowy słownik doświadczeń.
Zatem trzeba czasem sporej dyscypliny, by słowa, których używamy pozostawiały jak najwięcej swobody w działaniu, które z tych słów wyniknie.
I gdy myślę sobie o tych wszystkich lekcjach, które zostawiły we mnie taki ślad jaki zostawiły i o tym dniu kiedy utknąłem pod ławeczką lekarską to radość mnie bierze. Bo myślę sobie, że dziś wykaraskał bym się z tego sam, bez niczyjej pomocy. Może szkoda by było tylko tego, że cały ten śmiech miałbym dla siebie.
A co do domu mody... no cóż w Krakowie nie mieszkam, więc nie wiem, być może na otwarcie, na fasadzie nowego domu mody obok GRAND OPENING było napisane TERA OTWARTE.


No to nara.

[wróć na początek]