Artykuły, publikacje

PRZEBIERALNIA

W przebieralni znaleźć można trochę przemyśleń, myśli zebranych i rozebranych, tych które wysyłam w moich niusach, mailach, wieściach wszelakich. Są one co jakiś czas uzupełniane, więc zapraszam do zaglądania tu co jakiś czas. Życzę miłej lektury. Jacek Paszkowski



07. 09. 2011
Refleksje z placu budowy


Jakiś czas temu postanowiłem przebudować nasz domek letniskowy. Wywalić bezużyteczny balkon, (który ze swoimi wymiarami służyć jedynie mógł do wywieszania pościeli) a jego kosztem przedłużyć pokój, wstawić zamiast drzwi z małym oknem, duże okno i tak dalej, żeby ogólnie było milej. Po skalkulowaniu zdecydowałem, że zrobię to sam z pomocą ochoczych przyjaciół. Niektórzy znają się na rzeczy a inni... dopiero się poznali. Myślę, że dla nas wszystkich było to wzbogacające doświadczenie. Dla mnie na pewno. Jeden z owych ochoczych przyjaciół - Bodek, który ma niezniszczalne uwielbienie dla drewna wszelakiego i we wszelkiej postaci pomagał przy konstrukcji ściany. A właściwie to ja Jemu pomagałem. Na pracy w drewnie się zna, meble robi piękne, buduje pięknie domki na drzewach, narzędziami posługuje się nad wyraz sprawnie. To co wyróżnia go od reszty robiących w drewnie, a przynajmniej od części, to fascynacja drzewami i drewnem jako materiałem. Z każdego spaceru przynosi z lasu kołeczki, patyki, sęczki i inne wytwory lasu, ziemi, słońca, wiatru i siły nieznanej. I potem struga, ciosa i snuje opowieści co można by z tego zrobić i jakie to piękne i jak się powyginało bo wiatr wiał tak a nie inaczej. I, gdy przy tym naszym budowaniu powstawał jakiś, tak zwany odpad czyli np końcowy kawałek deski czy belki, który zasadniczo powinien wylądować w kominku Bodek mówił: "wiesz, większość ludzi, jeśli w ogóle zwróciła by na to uwagę to, patrząc na taki klocek co najwyżej powiedziała by - o jaki fajny kawałek drewna. A ja się zawsze zastanawiam, co jeszcze można by z niego zrobić". I teraz, gdy sobie o tym myślę to przypomniała mi się opowieść mojej nauczycielki Metody Feldenkraisa, Eilat Almagor, która opowiadała, że chcieli kiedyś z bratem zrobić karmik dla ptaków. Gdzieś za domem leżały stare okiennice. Rozbili je więc na deski, z których sklecili domek dla ptaków. Ale mówiła o tym nie bez powodu na treningu feldenkraisowym. Bo mówiąc o czymś prostym, nawet jeśli są to skomplikowane urządzenia mechaniczne, gdy się je rozłoży na czynniki pierwsze to jeśli się je wykorzysta do zrobienia czegoś innego to nie można już z nich zrobić z powrotem tego samego. Po zrobieniu karmika z desek okiennicowych już nie można było z powrotem zrobić z tego materiału takich samych okiennic. To co charakteryzuje ruch człowieka to między innymi to, że można poukładać się w dowolny kształt i z niego się wyplątać i przybrać dowolną inną formę (oczywiście w ramach naszych biologicznych możliwości i niemożliwości). I tak nieskończoną ilość razy, można by się przekształcać z jednej formy w inną i niezależnie jaki kształt sobie nadamy to wciąż . pozostajemy sobą. Okiennica jest okiennicą dopóki nią jest. Gdy zrobi się z niej karmik to przestaje być okiennicą i już nią nie będzie. Gdy rozłożę pralkę Franię i wykorzystam części na coś innego to to już nie jest pralka Frania. My niezależnie od tego ile razy przekształcimy się z jednej w drugą, trzecią . tysięczną formę, ruch, wyraz, emocję to pozostajemy sobą. Jest taki piękny wykład Moshe Feldenkraisa o zmianach. Mówi o tym, że ile form by nie nadać złotu to wciąż pozostaje złotem. Czy zrobimy z niego pierścionek, czy pokryjemy nim dach meczetu to złoto wciąż pozostaje złotem. Wiele osób mówi o zmianie siebie. O tym, że się zmienili. Feldenkrais patrzy na to w ten sposób, że człowiek raczej nauczył się nowego zachowania, reagowania, postrzegania, odczuwania ale tak naprawdę się nie zmienił ponieważ wciąż pozostaje sobą. I to czego szukamy w tej feldenkraisowej edukacji somatycznej to takiego dostępu do siebie, by móc przybrać dowolny kształt, wykonać dowolny ruch, zadziałać w dowolny sposób, który jest najbardziej adekwatny do obecnej sytuacji, by potem móc powrócić do stanu neutralnego, z którego mamy gotowość zaangażować się w dowolną nową czynność. Zatem co jeszcze możemy zrobić z tym klockiem drewna, spadającym na podłogę po odcięciu z dłuższej belki konstrukcyjnej? I cokolwiek by to było to nie wróci już do poprzedniej formy.

Tu przypomniał mi się dowcip o gaździe, który strugał pień drzewa. Idzie sobie turysta szlakiem, patrzy i słyszy, siedzi gazda z siekierką i struga wieli pień drzewa. Pyta, "gazdo co robicie"? A gazda, że "łódeczkę sobie struga". Pogadali, turysta poszedł swoją drogę. Drugiego dnia idzie tą samą drogą i widzi gazdę. Ten siedzi już przy mniejszym kawałku drewna i kupie wiórów. Pyta "gazdo a co teraz robicie"? "A łódeczki już nie będzie, to se Jezuska wystrugam" mówi gazda. Pogadali, turysta poszedł. Kolejnego dnia turysta idzie i znów widzi gazdę. Zza kupy wiórów wystaje tylko głowa, a w rękach trzyma mały kawałek drewna. Pyta, "gazdo a co teraz robicie"? A gazda odpowiada, "a, w cholerę, łódeczki nie będzie, Jezuska nie będzie, to se chociaż wykałaczki nastrugam".

Przy okazji tej budowy usłyszałem jeszcze od Bodka parę fajnych stwierdzeń. Np. że w mechanice jedną z zasad jest to, że jeśli coś może się ruszać to się będzie ruszać. Czyli jeśli zbudujemy coś tak, że pozostawimy miejsce na ruch, to ten ruch będzie się odbywał. My też jesteśmy mechanizmami. Jest nawet taki przedmiot - biomechanika czyli mechanika systemów żywych. Traktuje o tym jak rozkładają się siły w ruchu czy bezruchu, dźwignie, osie obrotu, punkty podporu i takie tam, ciekawe zagadnienia. To bardzo istotny aspekt tego co robimy w Metodzie. Ale czy my poruszamy się tam, gdzie jest możliwość ruchu? Jak to jest, że nasz szkielet umożliwia tyle różnych kierunków, płaszczyzn, zakresów a tylko niewielka grupa ludzi ma dostęp do pełnego spektrum możliwego ruchu? Nauczyliśmy się bezruchu do tego stopnia, że nie realizujemy tej podstawowej zasady mechaniki, że jeśli coś może się ruszać to będzie się ruszać. Skutecznie choć najczęściej nieświadomie sprzeciwiamy się tej zasadzie i robimy to tak naprawdę ogromnym kosztem, z którego nie zdajemy sobie sprawy. Tak zwane koszty ukryte. Jak powiedział kiedyś trener Metody - Lary Goldfab: " W tej metodzie pracy powracamy do takiego sposobu poruszania się jaki był nam bliski, zanim wytworzyliśmy w sobie wzorce braku ruchomości" Gdy walczyłem łomem z upartym gwoździem, który nie chciał się dać wyciągnąć, (jakby chciał powiedzieć: "wbiłeś mnie tu 30 lat temu, jest mi tu dobrze i nie mam zamiaru dać się stąd wyciągnąć") usłyszałem od Bodka, że trzeba go wbić trochę a potem będzie łatwo wyciągnąć. Jeśli coś nie chce się ruszyć w jedną stronę to trzeba poruszyć to w drugą stronę a potem łatwiej będzie ruszyć w tę zamierzoną stronę. W naszym żywym systemie (to taki system, który jest czymś więcej niż tylko sumą części składowych) jest podobnie. Jeśli próbujemy zrobić jakiś ruch i nam nie wychodzi to jeśli zrobimy ruch przeciwny - który akurat jest nam dostępny, to wtedy łatwiej odkryć i wykonać ruch wcześniej zamierzony, a z różnych względów niedostępny. (To może być podpowiedź dla tych, którzy pracują z lekcjami Metody Feldenkraisa i dochodzą do punktu, w którym nie wiadomo jak wykonać dany ruch). Wyobraźmy sobie trzy punkty A - O - B. Dajmy na to, chcę poruszyć się z punktu O do punktu A. I nie wychodzi, nie potrafię, nie wiem jak, nie wiem o co chodzi, . no o co mu chodzi, gdy powtarza po raz piąty żeby poruszyć ręką, nogą, głową w tę stronę, no po prostu nie mam pojęcia. Więc zamiast tego poruszę z punktu O do punktu B czyli w przeciwną stronę. Okazuje się, że ruch w tę stronę może być łatwiejszy, mam do niego dostęp. Teraz, gdy wracam z punktu B do punktu O to... jest to już ruch w tym samym kierunku co z punktu O do punktu A. Czyż nie? Nasz mózg rozpoznaje ten kierunek (może też ponownie go uaktywnia) i wtedy wcześniej niedostępny ruch z punktu O do punktu A staje się możliwy.

Tak czy siak, budowa domu, jakkolwiek obciążająca i stresująca by nie była, daje nowe spojrzenie na istotę rzeczy. Jakich rzeczy, proszę pana?

A my możemy zasypiać przy nowym dużym oknie, gapiąc się w gwiazdy co wcześniej możliwe nie było.

[wróć na początek]



06. 10. 2011
WRPBC czyli mały tour de cytaty


Pewien guru z Indii powiedział: "Jeśli ktoś wskazuje Ci drogę, to może Cię zwieść na manowce". Święta prawda. Czyli jedna z trzech prawd według księdza Tischnera. Poza świętą jest jeszcze "tyż prawda" i "gówno prawda". Jak, zatem nie dać się zwieść na manowce. Słowa Williama Blake'a, mogą być dla nas pewną wskazówką: "Gdyby wrota postrzegania były oczyszczone, wszystko by się okazało człowiekowi takim, jakie jest naprawdę (czyli nieskończone).

Nie jestem pewien, czy to uspokaja bo, jak z kolei oczyścić "wrota postrzegania". Możemy sięgnąć do innego wielkiego myśliciela. Nietzsche, dzieli się z nami myślą, doprawdy ., niczego sobie: w Ecce Homo napisał: "Nigdy nie wierz żadnej myśli, która przychodzi do głowy, gdy siedzisz. Dobre myśli pochodzą z mięśni. Cierpliwość pośladków jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu".

Pamiętam na wykładach z filozofii, nasz pan od tego przedmiotu powiedział pierwszego dnia, że w czasie wykładów będzie chodził, bo podczas chodzenia lepiej mu się myśli. Tego dnia powiedział jeszcze wiele innych rzeczy, które z perspektywy czasu okazały tak samo prawdziwe, choć dużo bardziej, dla nas studentów dotkliwe w konsekwencji. np. że na sprawdzianach nie będzie tolerował, naszych własnych filozoficznych przemyśleń, a oczekuje jedynie wykazania się znajomością przemyśleń tych, o których przeczytamy w podręczniku Tatarkiewicza.

Nauki, które czerpiemy z Metody Feldenkraisa to taki rodzaj wiedzy, który oparty jest na naszym wewnętrznym autorytecie, (to a'propos tych manowców) bazuje na naszych zmysłach, rozwija w nas umiejętność obserwacji. Bazując na ciągłym sprzężeniu zwrotnym informacji uczymy się odróżniać i oceniać. np. to czy to co robimy jest tym co robić chcemy. Im lepszy dostęp do informacji tym skuteczniej działamy. A my sami jesteśmy jej czy też ich źródłem. Feldenkrais pokazuje jak mieć do tych informacji dostęp i jak z nich korzystać. Edukacja Somatyczna nie oznacza tylko i wyłącznie, że pracujemy "z ciałem". Tu chodzi także o to a może nawet przede wszystkim o to, że ciało jest dla nas źródłem informacji. I poprzez pracę tą metodą zyskujemy dostęp do informacji o sobie, o swoim sposobie działania.

A wszystko to dzieje się poprzez ruch. Poprzez ruch ciała, jak i ruch naszej uwagi. Ruchowi ciała towarzyszy ruch uwagi. Pierwsze bez drugiego jest zaledwie gimnastyką. Jakkolwiek byśmy cenili gimnastykę (ja np. bardzo ją cenię) to nie przyczyni się do zwiększenia naszej świadomości. A Feldenkrais wierzył, że świadomość jest kolejnym etapem ewolucji człowieka. Z kolei, jak napisał profesor Antoni Kępiński: "Świadomość jest miarą ludzkiego rozwoju". Ale o jakim rozwoju mówimy? Rozwoju czego? W jakim kierunku chcemy się rozwijać? Jako człowiek, jako społeczeństwo czy jako cywilizacja? Czy możemy nadać temu jakikolwiek kierunek? Czy mamy na ten kierunek wpływ? Jakikolwiek kierunek byśmy wybrali to będzie temu towarzyszył ruch. Moshe Feldenkrais mawiał "ruch to życie, życie bez ruchu jest niewyobrażalne". Jedno jest pewne, dopóki tu jesteśmy na tej planecie, będziemy się ruszać, gdy ustanie ruch, ustanie życie.

A zatem niech Wszelki Ruch Pana Boga Chwali. W skrócie WRPBC.

[wróć na początek]