Artykuły, publikacje

PRZEBIERALNIA

W przebieralni znaleźć można trochę przemyśleń, myśli zebranych i rozebranych, tych które wysyłam w moich niusach, mailach, wieściach wszelakich. Są one co jakiś czas uzupełniane, więc zapraszam do zaglądania tu co jakiś czas. Życzę miłej lektury. Jacek Paszkowski



15.03.2010
Jeden krok dalej od - do ... szaleństwa

Nawiązując jeszcze do ostatniego mailingu, w którym pisałem o próbach zdefiniowania metody, opisania, porównywania jej do tego co nam znajome, to wkrótce po jego wysłaniu dostałem ten oto wywiad z Frankiem Wildmanem, jednym z trenerów Metody. W bardzo przystępny sposób opowiada o Metodzie. Polecam

http://utahfeldenkrais.org/blog/2010/03/frank-wildman-on-the-today-show-australia/?utm_source=feedburner&utm_medium=em

Moshe Feldenkrais pisał, mówił o tym, że rozwój ruchowy dla większości z nas zatrzymał się na dość podstawowym poziomie. Daleko od wykorzystania naszego potencjału. Danego nam przez naszą budowę i nieograniczoną możliwość uczenia się. Byle wstać, przejść kawałek, czasem podbiec do autobusu, pójść na spacer i takie tam podstawowe rzeczy. Nie żeby było w tym coś złego. Ale można inaczej, bardziej urozmaicenie, różnorako i świadomie. I nawet nie chodzi o to by zaraz robić salta czy stawać głowie.

Ostatnio na zajęciach jedna osoba mówi tak, "byłam już na czterech zajęciach i proszę, oto czego się nauczyłam ostatnio" i demonstruje piękny ruch żeber na boki. Różnicowanie klatki piersiowej, poszczególnych segmentów kręgosłupa względem barków i miednicy. Niezbyt obszerny to ruch, bo obszerny anatomicznie on być nie może, niepozorny z pozoru powiedzieć by można.

Ale pozory mylą w tym pozornie prostym mechanizmie naszego ciała.

A jak wielki jednocześnie i nie banalny. Ruch, który wcześniej był tylko potencjałem drzemiącym, ruchem zahibernowanym i czekającym na okazję, na pozwolenie, by móc się ujawnić. Ten nowy ruch (jak i każdy inny) daje nowe wyobrażenie o tym co dla nas możliwe, przesuwa granicę niemożliwości dalej, powiększając zakres tego co dla nas dostępne.

A konsekwencje... pomyśl sam - a - sam.

Odkrycie małego ruchu w sobie, może wydawać się banalne i nic nie znaczące... dla nas dorosłych.

Ale, gdy dziecko wymawia swoją pierwszą literę, słowo, zrobi po raz pierwszy ruch, którego wcześniej nie było, stawia pierwszy krok ... nie myślimy o tym jako o czymś banalnym i nie mającym znaczenia. Utrwalamy to na trwałe, opowiadamy znajomym cieszymy się i celebrujemy.

A ile takich ruchów w naszym ciele? Setki, tysiące, można je potem składać na wiele różnych sposobów. Zrobić choreografię na scenie, zatańczyć balet w swoim wnętrzu.

Ćwicząc odkrywamy jakiś ruch, potem kolejny i znów jakiś a wraz z tym uświadamiamy sobie, że mamy wybór a to sprawia, że możemy dokonać zmiany.

Paweł przysłał mi ostatnio zaproszenie na warsztaty (zainteresowanych odsyłam do www.samuraigame.pl).

Pisze między innymi o definicji szaleństwa. Bardzo mi się podoba.

Brzmi ona tak: RÓB CAŁY CZAS TO SAMO I OCZEKUJ INNYCH REZULTATÓW. Fajne, prawda :)

Przy ćwiczeniu Metodą Feldenkraisa często powtarzamy, "jeśli to co robisz, nie przynosi oczekiwanych rezultatów to... zrób coś innego".

Ale zmienić to co robimy możemy dopiero wtedy, gdy wiemy co robimy, mamy tego świadomość i mamy umiejętność wybrania czegoś innego, innego ruchu, innego zachowania, innej reakcji.

Banalny, niebanalny ruch żeber na boki oraz wiele innych takich ruchów staje się niezastąpionym arsenałem, gdy szukamy czegoś nowego, alfabetem, bez znajomości którego trudno nam zbudować zdanie, którym wyrazimy to co chcemy.

Może to jeden krok dalej od szaleństwa... :)

A'propos wyboru to jest taki króciutki (25 sekund) filmik na jutiubie o dwóch (takich...) różnych sposobach przechodzenia przez bramkę w pracy. Ile sposobów mamy by przejść przez bramkę, by wstać z podłogi, by podrapać się po plecach, przejść przez życie ... oto sznurek do filmiku.

http://www.youtube.com/watch?v=p_xwBNvqSbk&feature=player_embedded

07.06.2010
Droga do szczęścia.

Pojawia się często pytanie, jak zatrzymać to doświadczenie, ten stan, osiągnięty w czasie lekcji. To doświadczenie czegoś fajnego, przyjemnego, wartościowego, stan, który często, z upływem tak zwanego czasu rozmywa się w odmętach chwil codzienności. Pozostajemy zatem z pamięcią czegoś co było fajne ale już więcej tego nie doświadczamy.

Jak mówi Daniel Kahneman, możemy być szczęśliwi w życiu albo ze swojego życia. To wyraz naszych dwóch stron, tej doświadczającej i tej pamiętającej. Dajmy na to że, jedziemy na tydzień wakacji i cały pobyt był cudowny. Ale ostatniego dnia dzieje się coś; np. recepcjonista domaga się dodatkowej opłaty, której się nie spodziewaliśmy albo jakiś inny bzdet, jakieś wydarzenie, które w sumie nawet może być nie istotne ale, które ... rujnuje nasze całe wakacje.

Czyżby. Przecież mieliśmy cały tydzień, który był bardzo ciekawy i przyjemny. Ale to jedno wydarzenie na koniec zdominowało nasze wspomnienie z całości zatem pozostajemy ze wspomnieniem, że wyjazd był nie udany.

Pokazuje to nasze dwie strony, tę co zwraca uwagę na to, co tu i teraz, tę, która doświadcza oraz tę stronę, która pamięta.

Gdy w trakcie lekcji leżymy na podłodze i doświadczamy siebie w ruchu czy bezruchu, przyglądamy się sobie, odczuwamy, obserwujemy, jesteśmy świadkiem i autorem, przedmiotem i podmiotem obserwacji naszego bycia tu i teraz, angażujemy w to nasze doświadczające ja.

Ale gdy wstajemy po lekcji w stanie często odmiennym niż przed lekcją i zapamiętujemy to jako przyjemny stan i wychodzimy mając przyjemne wspomnienie, o którym przypomina nam nasze pamiętające ja. Czasem to przejście zajmuje trochę czasu. Czasem ten inny nowy stan trawa trochę dłużej i zajmuje trochę czasu zanim się rozpłynie.

I zastanawiam się, i nie wiem, ale się zastanawiam, na ile robienie tych lekcji pozwala nam być częściej w stanie doświadczania siebie. Najchętniej w stanie pozytywnego doświadczania siebie.

A, że podczas lekcji uczymy się jak poruszać się sprawniej, lżej, przyjemniej, bardziej różnorodnie, kierować naszą uwagę bardziej świadomie to ... może się okaże, że i na co dzień doświadczamy siebie w lepszy sposób. Częściej bywamy w dobrym stanie, pielęgnujemy zatem nasz dobrostan.

I im więcej mamy takich chwil doświadczania siebie w pozytywny sposób tym więcej mamy pozytywnych wspomnień o tym co było.

Pielęgnujemy zatem nasze obie strony, tę doświadczającą a poprzez to również i tę pamiętającą.

Być może nawet jesteśmy bliżsi bycia szczęśliwym w życiu oraz ze swojego życia.

Choć jak powiedział kiedyś Budda, "nie ma drogi do szczęścia, bycie szczęśliwym jest drogą".

A może to wszystko jest w genach.

I oczywiście polecam wykład Daniela Kahnemana na TED, w którym znacznie więcej o naszej doświadczającej i pamiętającej stronie.

http://www.ted.com/talks/daniel_kahneman_the_riddle_of_experience_vs_memory.html

21.07.2010
Trzy staruszki na huśtawce i Prawda absolutna.

Pana - małe miasteczko w środku stanu Illinois, pośród pól kukurydzy, "in the middle of cornfields" jak z nutką ironii mówi się o tym rejonie. "Pana - city of rosses", miasto róż, kiedyś zagłębie uprawy tych kwiatów. Teraz puste szklarnie, chwasty zajęły miejsce róż. Zamiast zapachu hula tu już tylko wiatr wdzierający się przez wybite szyby. Wcześniej jeszcze, było to zagłębie wydobycia węgla, kopalnie, dwie linie kolejowe, z których pozostały już tylko nasypy przerobione na ścieżki rowerowe. Dziś jest tu 25 kościołów na 5 tysięcy mieszkańców, chodniki poprzerastane trawą, bo już nikt nimi nie chodzi. Wszyscy jeżdżą samochodami, nawet do sklepu na rogu ulicy. W mieście jest tylko jeden taksówkarz, na boku wozu napis "Joe's cab". Joe ma 70 lat i nie ma nogi. Przy automatycznej skrzyni biegów nie robi to dużej różnicy w prowadzeniu samochodu. Mieszkam w stu letnim domu, w pokoju z kuchnią. Poza mną dom zamieszkują trzy staruszki, średnia wieku 75 lat. Są wesołe, częściej uśmiechnięte niż nie. Wypytują mnie o różne zdrowotne sprawy, gdy dowiadują się, że jestem rehabilitantem. Jestem dla nich egzotycznym gościem z daleka, w tym miejscu, które czasy świetności dawno ma już za sobą. Któregoś dnia wracam z pracy, upał, środek lata, ze 35 stopni i wilgotność, której w Polsce nie doświadczamy. Dochodzę do domu, wszystkie trzy ubrane w luźne kwieciste sukienki. Siedzą na szerokiej huśtawce na ganku i bujają się leniwie. Są najwyraźniej w dobrych humorach. Widząc mnie wchodzącego przez furtkę, rozbawione pytają "hi Jack, what do you know for sure"? (hej Jacek co jest dla ciebie pewne), po czym, nie czekając na moją reakcję jedna mówi "for sure, we all gona die" (pewne jest to, że wszyscy umrzemy) i wszystkie trzy zanoszą się śmiechem.

Czasem potrzeba nam tego co wiemy na pewno, prawdy niepodważalnej nawet jeśli ma zastosowanie w jakiejś określonej, często, wąskiej dziedzinie. Takiej, na której możemy się zawiesić, wesprzeć, gdy brakuje nam punktu podparcia, gdy nasz system szybkiego lub wolnego decydowania i reagowania zawodzi. Choć może tylko zwodzi byśmy się obudzili i ten punkt podparcia w sobie odnaleźli. Znamy te chwile.

W trakcie robienia lekcji Feldenkraisa też. Właściwie Metoda daje nam taką okazję dość często, by doświadczyć tego usunięcia gruntu spod nóg. Zostajemy zawieszeni w przestrzeni własnej niepewności, desperacko czekając na jakąś wskazówkę, podpowiedź. A jedyne co słyszymy to : poczuj, poszukaj, poeksperymentuj, wsłuchaj się w siebie, w to, co na twoje pomysły mówi ci twoje ciało, zmysły i rozmysły.

Pamiętam taką historię z własnego treningu. Marcy prowadzi lekcję o perełce podróżującej w wyobraźni po nici między rękami a oczami. Część z Was zna tę lekcję.

Przekonanie o mojej własnej nieomylności oraz narastająca irytacja towarzyszyły mi, gdy po raz już trzeci słyszałem głos Marcy: "połóż ręce na kolanach, tak by palce luźno zwisały pomiędzy kolanami ... ". Powtórzyła to ponownie a ja nie mogłem oprzeć się myślom: "co za niepojętny nie pojmuje, co za jełopa nie rozumie, co za gamoń ... " gdy poczułem jej dłoń, delikatnie układającą ... moje ręce. To do mnie była ta gadka, ten gamoń, niepojętny i jełopa to byłem ja. Co za lekcja. Pokory. Przekonanie o nieomylności prysło, a irytacja ustąpiła miejsca zdziwieniu, zaskoczeniu. Zaskoczenie sprzyja uczeniu się.

Czasem, choć rzadko, zdarza się, że prowadzący pokaże, podpowie konkretnej osobie. Może trochę dlatego, że przy licznej grupie, jeśli chce się utrzymać ciągłość lekcji, było by to trudne, ale chyba przede wszystkim dlatego, by dać możliwość każdemu poczucia, ocenienia i zdecydowania czy to co robi jest tym co chce robić, czy to co robi zbliża do osiągnięcia tego co chce, czy to co robi jest spójne z intencją, czy w tym co robi, czuje się dobrze ze sobą. Bez zbytecznych podpowiedzi. Jesteś ty i twoje ciało i zmysły i to wszystkie dane, które masz do rozwiązania danej lekcji.

Pamiętacie może z lekcji matematyki, najpierw pisało się dane, potem szukane. I z tymi danymi trzeba było pokombinować tak, by te szukane znaleźć. Nigdy nie byłem dobry z matematyki ale zasada jest chyba podobna. Nasz układ nerwowy jest doskonałą machiną obliczeniową, która umożliwia nam znalezienie rozwiązania łamigłówki tworzącej lekcję ruchową. Dane mamy własne ciało, namacalne, obecne bardziej lub mniej, czujne, wrażliwe, ciekawe ... nawet jeśli nie jesteśmy tego w pełni świadomi. I zmysły dostarczające informacji. Dokładnych informacji. Byle im tylko nie przeszkadzać. Jak mawiał Feldenkrais "Your system is not as idiotic as you are" czyli "twój system (organizm) nie jest takim idiotą jakim ty jesteś". Tłumacząc to dalej... nasze ciało wie lepiej, byle mu nie przeszkadzać to, w większości sytuacji znajdzie rozwiązanie jeśli tylko nasz umysł, ze swoimi pomysłami, ambicjami, przekonaniami, siłą woli i takimi innymi swoimi tworami, nie wejdzie mu w paradę. I to właściwie wystarczy by znaleźć to, co szukane, mając dane dane.

Czasem oczywiście potrzeba nam więcej danych, które możemy uzyskać sięgając do innych lekcji. Więcej informacji o sobie, o ruchu, o relacjach wewnątrz ciała w odniesieniu do ruchu, informacji, które uzyskać możemy rozwiązując inną zagadkę ruchową, robiąc inną lekcję.

I nie wiem czy jest tu miejsce na prawdę absolutną. No po prostu, na tę chwilę nie mam jasności w temacie prawdy absolutnej.

Ps. Są osoby, u których układ nerwowy nie jest doskonałą machiną obliczeniową. Osoby z uszkodzonym układem nerwowym mają trudności by odczuwać pewne stałe zależności oraz by móc zrobić coś nowego z powtarzającym się i (nie)oczekiwanym rezultatem. Te osoby wymagają indywidualnego podejścia oraz indywidualnych lekcji, by odnaleźć sens w tym co robią posługując się układem nerwowym, który im znalezienia tego sensu nie ułatwia


[wróć na początek]