Artykuły, publikacje

PRZEBIERALNIA

W przebieralni znaleźć można trochę przemyśleń, myśli zebranych i rozebranych, tych które wysyłam w moich niusach, mailach, wieściach wszelakich. Są one co jakiś czas uzupełniane, więc zapraszam do zaglądania tu co jakiś czas. Życzę miłej lektury. Jacek Paszkowski



04.02.2010
Początkowa względność końcowa

Przyzwyczajamy się do tego jak postrzegamy. Zaskakuje nas, gdy ktoś postrzega inaczej.

Moshe Feldenkrais opisuje historię, gdy jechał kiedyś pociągiem i mężczyzna, który siedział naprzeciwko czytał książkę, ale trzymał ją do góry nogami. (Aha, tak jakby książka miała nogi). Po chwili zapytał go jak to jest, że czyta książkę trzymając ją odwrotnie. Mężczyzna odpowiedział, że jemu to nie robi różnicy. Wychował się w wiosce, w której szkołą było klepisko, a do czytania był jeden egzemplarz książki, wszyscy kładli się na ziemi dookoła książki, nauczyciel czytał a uczniowie podążali za nim, każdy jednak patrząc z innego kąta. Nauczył się więc czytać z dowolnego kąta i jak bierze książkę do ręki to jest mu wsio ryba jak ją trzyma. (Aha, tak jakby ryba miała coś do tego).

Pamiętam ze swojej podróży do Argentyny, że podczas pierwszego pobytu w Buenos miałem mapę, na której woda czyli La Plata była umieszczona na górze mapy. Przyzwyczaiłem się do niej, była w mojej kieszeni cały czas i gdy tylko nie wiedziałem, gdzie jestem, służyła radą. Podczas drugiego pobytu, gdy wracaliśmy, dostaliśmy inną mapę, tym razem woda, ta sama La Plata była na dole mapy. Jakże trudno mi się było przestawić, do tego stopnia, że szukałem tej mapy, którą mieliśmy poprzednio, z tą nową trudno było mi się odnaleźć.

Parę lat temu, gdy biegałem dużo i szykowałem się do przebiegnięcia maratonu spędziłem trochę czasu trenując na Mazurach, blisko jeziora Dłużek, które dobrze znam od wielu lat. Postanowiłem przebiec jezioro dookoła, czyli w sumie ok 20 km. Miałem ze sobą bidon z wodą i minerałami by się nie odwodnić, na nogach najdroższe (moje) buty, by było lekko, zdrowo i przyjemnie, na sobie koszulkę co nie zatrzymuje wody, bo po co mi ona i takie tam. Jednym słowem full wypas, biegowy gadżeciarz w środku dzikiego lasu. Przy końcu jeziora się zagubiłem. Nie byłem pewien, gdzie jestem. Postanowiłem dobiec do jeziora, które wiedziałem, że jest po mojej lewej i pobiec wzdłuż niego aż rozpoznam jakieś miejsce i będę miał pewność, gdzie jestem. Tak też zrobiłem. Biegnę wzdłuż brzegu, ścieżką wydeptaną przez wędkarzy (do jasnej cholery czy możecie zabierać śmieci ze sobą - choć pewnie żaden z was tego nie czyta :) i nagle... spostrzegam... na drzewie... na gałęzi... jakieś dwa metry nad ziemią ... stoi chłopiec. Lokalny, najwyraźniej. Patrzy na mnie z góry. Patrzę na niego z dołu. Ja się dziwię co on tam robi, nic nie robiąc. On pewnie też się dziwi, co ja robię, biegnąc w lesie (po co w ogóle biegać, jak mawia szef mojej wspólnoty, "panie", mówi, "serca panu nie szkoda"). No więc ja się pytam, bo musi przecież wiedzieć, lokalny jest w końcu, "przepraszam, czy to jest koniec Dłużka?" On zdziwił się jeszcze bardziej i mówi " nie, to jest początek".

Pokłoniłem się przed wielką brzozą, na której stał, i podziękowałem za lekcję.

No tak, to co dla mnie było zawsze końcem, dla niego, będącego prawdopodobnie z wioski z drugiego jego końca, było początkiem.

Tak, zaskakują nas ciągle. Oczy widzą to samo, my widzimy co innego, uszy odbierają te same fale, my słyszymy inne dźwięki, postrzegamy te same rzeczy i budujemy z nich inny świat.

A'propos i bardzo na temat polecam króciutki 2.5 minuty wykład na TED, właśnie o tym. Cudny.

http://www.ted.com/talks/derek_sivers_weird_or_just_different.html

pozdrawiam


Przyspieszenie ewolucji

Wyobraź sobie, że idziesz do kina i będziesz oglądać bardzo długi film. A dokładnie będziesz tam siedzieć okrąglusieńki rok i patrzeć jak przed Twoimi oczami rozwija się ewolucja wszechświata. Na ekranie zobaczysz film, który zaczyna się od wielkiego wybuchu (znów naukowcy polemizują z teorią wielkiego wybuchu) a kończy na chwili obecnej, zatem skala wydarzeń jest ściśnięta do okresu jednego roku. Zatem zaopatrz się w dużą porcję popcornu oraz coli. Miłego odbioru.

1 stycznia widzisz na ekranie wielki wybuch, trwa (w skali jednego roku mniej więcej jedną milionową sekundy), następnie przez około 25 minut patrzysz sobie na formowanie i stabilizowanie atomów. Przez cały styczeń właściwie nie wiele się dzieje, następuje ekspansja kosmicznego pyłu, właściwie nie ma na co patrzeć. W lutym i marcu coś zaczyna się dziać, formują się pierwsze galaktyki, powstają nowe gwiazdy a te już wcześniej powstałe przemieniają się w supernowe. Cały ten proces trwa wiele miesięcy, a dopiero w sierpniu jesteś świadkiem powstania naszego układu słonecznego. W połowie września następuje pewne ożywienie i przyspieszenie, pojawiają się złożone cząsteczki. Na początku października powstają bakterie i proste glony. Około siódmego października rośliny zdobywają zdolność fotosyntezy, przez resztę października i na początku listopada ilość tlenu gwałtownie wzrasta. Około 10 listopada powstają komórki złożone z jądrem komórkowym przez co rozmnażanie płciowe staje się możliwe. Jest to kolejnym krokiem umożliwiającym przyspieszenie ewolucji. Pod koniec listopada, gdy film właściwie już się kończy rozpoczyna się dopiero coś co określamy mianem ewolucji. 2 grudnia powstają organizmy wielokomórkowe, piątego grudnia powstają ryby a parę dni później płazy wyłażą z wody i rozpoczyna się ekspansja lądów. Od Bożego Narodzenia do południa 30 grudnia dinozaury dominują krajobraz ziemski. Po południu 31 grudnia pojawiają się nasi praprzodkowie ale pionową postawę przyjmują dopiero około 11 w nocy. Dopiero teraz film przyspiesza na dobre. 1.5 minuty przed północą rozwija się ludzki język a tym samym zaczyna się rozwijać samoświadomość . 30 sekund przed północą rozwija się rolnictwo i uprawa ziemi. 5.5 sekundy przed północą Buddha zostaje oświecony a sekundę później pojawia się Chrystus. Ostatnie pół sekundy filmu rozpoczyna się rewolucja przemysłowa a mniej niż jedna setna sekundy przed północą wybucha druga wojna światowa i ostatni wielki błysk światła to świat po drugiej wojnie, błysk nie wiele dłuższy niż ten, którym rozpoczął się film.

Szybciej i szybciej, to co rozwija się tu i teraz przed naszymi oczami to nie tyle ewolucja biologiczna ale ewolucja świadomości, stajemy się świadomi naszej zdolności do poznania, kierowania oraz kreowania kolejnego filmu.

Na podstawie wykładu Jean Huston na koferencji Feldenkraisa 1997

To porównanie znalazłem także w książce Carla Sagana "Rajskie Smoki"


19.02.2010

Eilat, moja nauczycielka z Izraela opowiedziała historię ze swojego treningu w Japonii.

Mają nowego tłumacza, niech będzie, że ma na imię Beny.

Zaczął się trening. Lekcja trwa. Beny tłumaczy.

Eilat mówi, Beny mówi i mówi i mówi.

Eilat nic nie mówi, Beny mówi i mówi.

W przerwie Eilat pyta "Beny, powiedz mi, jak to jest, rozumiem, że język japoński wymaga dłuższego werbalnego opisu niż angielski ale dlaczego mówisz, gdy ja nic nie mówię?"

"Ah, wiesz Eilat" mówi Beny, "przecież oni robią co innego niż to co im mówisz, więc ich poprawiam".

"Oj, mówi Eilat ze swoją radosną delikatnością, to nic, że raz na jakiś czas ktoś zrobi coś innego".

"Raz na jakiś czas" !!! ??? pyta Beny, "oni... CIĄGLE robią coś innego"

Więc Eilat mówi, że w tej metodzie jest na to miejsce by robić coś innego i robi krótki wykład Benemu o tym właśnie

"Aaaa .... to o to chodzi, aaaa to już rozumiem" i ciągnie dalej

"to wiesz co, jak się zaczną znów zajęcia, daj mi 20 minut i ja im opowiem o co chodzi w tej metodzie"

Eilat z wyrozumiałością mówi

"Wiesz co Beny, my właśnie dlatego spotykamy się cztery lata by to zrozumieć, 20 minut to za mało"

Kawałek po kawałku, docieramy do siebie, dajemy sobie czas na bezbłędne błędy, będące drogowskazami, na obserwację na wsłuchiwanie się, na zdobywanie nowych umiejętności. Nikt nie oczekuje od dziecka, że w pierwszym miesiącu zacznie chodzić (choć niektórzy rodzice pewnie bardzo by chcieli :)

Potrzeba czasu na wejście w taki rodzaj kontaktu ze sobą, taki specyficzny rodzaj intymności. Taka własna przestrzeń, dla każdego inna, inny kolor, odcień koloru, dźwięk inny wewnątrz rozbrzmiewa, inne wiatry wieją tu i tam się przemykając, na strunach myśli igrając.

20 minut to mało, by to zrozumieć, by to poczuć, doświadczyć.

Cztery lata nie są wzięte z kosmosu (choć z drugiej strony, patrząc z innej strony kosmicznego cienia, to, z czego, no z czego wzięte są te cztery lata, jak nie z kosmosu).

No i często pojawia się pytanie, dlaczego głównie kobiety w tym uczestniczą. Czy taka przestrzeń nie ma znaczenia dla mężczyzn. A przecież to dodaje witalności i zrozumienia i kreatywności dodaje i wrażliwość rozwija i siły też dodaje... by wymienić tylko niektóre korzyści.

To nie pasuje panom?

A propos składu grup to przysłuchiwałem się kiedyś rozmowie telefonicznej gospodyni jednego z ośrodków (znanych i lubianych) gdzie prowadzę zajęcia.

Słyszę: "....grupa ... tak, grupa jest męska... z przewagą kobiet... "


02.02.2010
Felden... że co proszę...?

Tego się nie da opowiedzieć. Tyle razy już próbowałem, tyle razy już to robiłem i jeszcze będę. Lubię to robić. Zawsze jednak ze świadomością, że słowa... słowa, by zacytować Egipcjanina Sinuhe "słowa są jak brzęczenie os" (albo jakoś tak, dawno to było, gdy czytałem), nie oddadzą istoty rzeczy. W gruncie rzeczy, może brzęczenie os, bliższe istocie rzeczy niż słowa. Ok, lepiej zamilknę bo ani o istocie nie wiem zbyt dużo ani o brzęczeniu os. Ale o Metodzie Feldenkraisa troszeczkę tak (...chciałbym wierzyć).

Odmawiam zaproszeń na "wykład o metodzie, prezentacji czy demonstracji". Szkoda czasu i mojego i widza oddzielonego od demonstracji zasłoną braku doświadczenia tego w SWOIM ciele. To nie krytyka tych form edukacji ani też widowni (zwykle zresztą wystarczająco mądrej by pojąć.... słowa, słowa).

To obserwacja.

Swoją drogą to ciekawe, gdy tylko zaczynam (y) o Feldenkraisie mówić komuś kto tego nie doświadczył to pojawia się (zbyt często by tego nie zauważyć i nie aż tak często by powiedzieć, że zawsze) chęć porównania tego do tego co już znamy. Mówimy o ruchu to ktoś odpowiada ... aaaa to tak jak joga. Nie mówię to nie tak jak joga i dalej bla bla bla, po chwili ktoś aaaaa to tak jak tai chi... pilates...itd.

Nie to nie jest tai chi, to nie jest joga, to nie jest pilates. Lubię je wszystkie, wszystkie ćwiczyłem kiedyś bardziej lub mniej intensywnie. Nie tak intensywnie by powiedzieć żem ekspert. Ale wystarczająco by powiedzieć, że Feldenkrais to nie jest joga, tai chi, pilates, i takie tam tamtamy.

Gdy mówię o umyśle pojawia się porównanie do medytacji, gdy o reorganizacji wzorców, mapie świata to myślimy np o nlp... i tak dalej, i tak ... coraz bliżej.

Nie żeby nie było wspólnych elementów, punktów zaczepienia.

Mnóstwo lekcji dotyczy niektórych pozycji jogi, a ćwiczenie feldenkraisa pomaga łatwiej ćwiczyć jogę (tak mówią). Niektórzy nauczyciele łączą jedno i drugie.

Zagłębienie się w siebie, przyglądanie się sobie i ruch nasycony uważnością może przypominać medytację, i wprawiać w stan podobny. Bycie tu i teraz jest wspólne obu. Są nauczyciele, np Russell Delman z wieloletnim doświadczeniem jako trener metody feldenkraisa oraz nauczyciel medytacji opracował coś co nazywa "Embodied Life", coś na skrzyżowaniu dróg jednego i drugiego.

Co do np NLP to często mówi się, że to co Milton Erickson (twórca współczesnej hipnoterapii - mam nadzieję, że nie fantazjuję tutaj) robił poprzez słowa to Feldenkrais robił poprzez ruch. Zresztą wydawcą ostatniej książki Feldenkraisa "Elusive Obvious" był Richard Bandler, jeden z twórców NLP.

Zatem wspólnych mianowników z tymi i innymi dziedzinami jest dużo.

Zwykle porównujemy do tego co już znajome. To chyba całkiem naturalne. Sam nie jestem tu wyjątkiem, (choć wyjątki się zdarzają) sam postrzegam po przez pryzmat tego co mi znajome.

A by pojąć co to Feldenkrais to trzeba spróbować, tego trzeba doświadczyć. Widzom siedzącym na ławce obok wstęp wzbroniony, to spektakl, gdzie każdy jest teatrem jednego aktora i widzem jednocześnie. To przedstawienie, w którym uczestnikami są wszystkie komórki, tańczące i śniące na scenie naszego ciała i umysłu. Sami jesteśmy mistrzami od oświetlenia, sami kierujemy reflektory naszej świadomości. Sami przez lata budowaliśmy scenografię. Nawet, choć można by powiedzieć, że to Feldenkrais napisał scenariusz, to jest to tylko częściowo prawdą. Prawdą... szukamy jej w sobie.

Albo jakoś tak.



[wróć na początek]